
Zresztą kiedy po kilku dniach udało nam się wreszcie uzyskać klucz do nowego pokoju, byliśmy w pełni usatysfakcjonowani.
Pierwszy dzień spędziliśmy na orientacji w terenie. Znaleźliśmy bank, w którym udało się nam dokonać korzystnej wymiany funduszy wakacyjnych (zdecydowanie kurs jest lepszy w bankach niż w hotelach, jak się później okazało całkiem nieźle wyszliśmy również na korzystaniu z karty bankomatowej).
Wieczorem wybraliśmy się do Naama Bay. Naszym celem było przede wszystkim odnalezienie polskiego biura podróży Aaba Sharm, w którym planowaliśmy wykupić wycieczki fakultatywne. Instrukcje, jak tam dotrzeć, pracowicie odszukane w necie, zostawiliśmy oczywiście w domu. Okazało się, że na miejscu nikt nie potrafił wskazać nam właściwej drogi. Biuro zresztą jest tak ukryte, że sami nigdy byśmy tam nie trafili. W końcu trafiliśmy na sprzedawcę papirusów , który zaprowadził nas na miejsce. Udało nam się kupić wszystkie wycieczki dużo taniej niż u rezydenta, a w gratisie dostaliśmy wstęp na pokaz delfinów.

Wyszliśmy bardzo zadowoleni z sukcesu. Oczywiście pod biurem czekał na nas nasz znajomy sprzedawca, żeby zabrać nas do swojego sklepu. Nie było wyjścia, trzeba było zakupić papirus. Po wielkich targach kosztowało nas to jedyne dziesięć dolarów...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz