<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854</id><updated>2011-07-08T08:55:32.119+02:00</updated><category term='Damaszek'/><category term='podróże'/><category term='wakacje'/><category term='Afryka'/><category term='Egipt'/><category term='Turcja'/><category term='Maroko'/><category term='relacja'/><category term='Syria'/><title type='text'>Świat w obiektywie subiektywnie postrzegany</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>31</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-1074144935869590977</id><published>2010-09-11T14:57:00.014+02:00</published><updated>2010-10-11T21:12:41.642+02:00</updated><title type='text'>1 sierpnia 2010</title><content type='html'>Podróżujemy przez pustynię syryjską w stronę Palmiry. Po jednej stronie drogi widoczne są żółtawo-rdzawe wzgórza, a po drugiej, gdzie okiem nie sięgnąć żwirowo-kamieniste pustkowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TJRiQgYtuWI/AAAAAAAALNw/UpyXGn2LJSM/s1600/Pustynia+1.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TJRiQgYtuWI/AAAAAAAALNw/UpyXGn2LJSM/s320/Pustynia+1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5518143479146723682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przy wyjeździe z Damaszku widzieliśmy wypadek. Wywrócił się autobus, tarasując całą drogę. Ciekawe jest podejście Syryjczyków, którzy zamiast stać grzecznie w korku, zawracali i jechali pod prąd. Miejscowi w ogóle nie uznają kolejek, czego można doświadczyć, czekając na taksówkę. Taksówki odjeżdżają co chwilę, ale każda jest "podbierana" przez podbiegającego właśnie osobnika, nie zważającego na oczekujący od dłuższego czasu tłumek. Wygrywa ten, kto ma więcej siły i fantazji :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na herbatkę zatrzymaliśmy się w namiocie beduińskim, gdzie można odnaleźć ulgę od pustynnego upału.&lt;br /&gt;Chłód w ciągu dnia i ciepło w nocy zapewnia specjalna konstrukcja z wielbłądziej wełny. Beduini żyją bardzo skromnie, żywiąc się nabiałem i mięsem zwierząt hodowlanych, ale wbrew pozorom mają bardzo bogatą kulturę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TJReY7p7IrI/AAAAAAAALNQ/ApTpawOza8s/s1600/bagdad+cafe.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TJReY7p7IrI/AAAAAAAALNQ/ApTpawOza8s/s320/bagdad+cafe.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5518139225859105458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każde plemię posiada swojego poetę, tworzącego pustynne poematy, które są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Co jakiś czas organizowane są nawet publiczne festiwale, podczas których deklamowana jest twórczość beduińska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najważniejszym zwierzęciem użytkowym na pustyni jest oczywiście doskonale przystosowany do życia w trudnych warunkach wielbłąd. Syryjskich beduinów rzadko stać na zakup tego fantastycznego zwierzaka, ale jeśli już taki osobnik wzbogaci stan posiadania mieszkańców pustyni, ci starają się aby każda najmniejsza część zwierzęcia była wykorzystana. Użyteczne są skóra, mięso, a nawet w sytuacjach ekstremalnych woda z żołądka wielbłąda. Podobno wielbłądy nie należą do najmądrzejszych zwierząt, ale mają niesamowity słuch i doskonałą pamięć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TJRfEX42biI/AAAAAAAALNg/9_jIRDy9Y4Q/s1600/442.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TJRfEX42biI/AAAAAAAALNg/9_jIRDy9Y4Q/s200/442.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5518139972172279330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapamiętują głos właściciela i dzięki temu nie trzeba ich wiązać w karawanie. Wystarczy iść przed zwierzętami i śpiewać, a one podążają z głosem swojego pana. W okolicach Palmiry od czasu do czasu organizowane są wyścigi wielbłądów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inną rozrywką beduinów są polowania z z sokołami. Arabowie na tyle cenią sobie te ptaki, że w ZEA powstał kilku piętrowy sokoli szpital, w którym lekarze różnych specjalności leczą tylko i wyłącznie ten gatunek zwierząt. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pustyni syryjskiej jednak polowania ograniczają się jedynie do małych zwierząt, gdyż te większe takie jak lwy i hieny zostały wybite podczas wypraw krzyżowych, gdy europejscy rycerze urządzali sobie egzotyczne safari.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drodze do Palmiry zatrzymaliśmy się przy tablicy informacyjnej, oznajmiającej, że do Iraku zostało jedynie 152km. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TJRf8iwQTbI/AAAAAAAALNo/fOs9Jxi0b1Q/s1600/iraq.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TJRf8iwQTbI/AAAAAAAALNo/fOs9Jxi0b1Q/s320/iraq.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5518140937161690546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wysoka temperatura sprawiła, że pustynne krajobrazy zostały urozmaicone widokiem miraży. Wreszcie dotarliśmy do Palmiry, gdzie na środku pustyni wyrastają starożytne ruiny. Wykopaliska obejmują obszar ok 6 tys km2 i są całkiem dobrze zachowane. Największe wrażenie robi monumentalna świątynia Baala.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście przy ruinach nie mogło zabraknąć przedsiębiorczych beduinów, sprzedających kartki pocztowe oraz inne drobiazgi.  Cała grupka wytrwale podążała za nami wzdłuż całej trasy wycieczki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drodze do Aleppo odwiedziliśmy miejscowość Hama, gdzie obejrzeliśmy system olbrzymich kół nawadniających zwanych nuriami. Dzięki odpowiednio wysokiemu poziomowi wody w rzece Oruntes, mieliśmy szczęście zobaczyć nurie w ruchu. Obracające się koła wydają niesamowite dźwięki. Z okien parkowej restauracji mogliśmy podziwiać popisy miejscowych śmiałków wdrapujących się na ruchome części kół i wykonujących karkołomne skoki do wody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kolacji i zakwaterowaniu udaliśmy się na suk w Aleppo. Pokręciliśmy się po chrześcijańskiej części medyny. Napotkane po drodze grupki dzieciaków na widok aparatu fotograficznego nalegały na robienie im zdjęć. Bardzo cieszyły ich efekty, które mogli oglądać na ekranie lustrzanki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wędrując ciemnymi uliczkami Aleppo dostaliśmy zaproszenie na herbatkę, którą wprost na ulicy przy maleńkim plastikowym stoliczku raczyło się dwóch sympatycznych panów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec spaceru przysiedliśmy na chwilę w knajpce pod cytadelą, gdzie odpoczywaliśmy pykając aromatyczną nargilę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-1074144935869590977?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/1074144935869590977/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=1074144935869590977&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/1074144935869590977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/1074144935869590977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2010/09/podrozujemy-przez-pustynie-syryjska-w.html' title='1 sierpnia 2010'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TJRiQgYtuWI/AAAAAAAALNw/UpyXGn2LJSM/s72-c/Pustynia+1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-2025447167169703736</id><published>2010-08-31T18:57:00.014+02:00</published><updated>2010-08-31T21:38:32.147+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Syria'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Damaszek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><title type='text'>31 lipca 2010</title><content type='html'>Dzisiaj pozwoliliśmy sobie na mały relax i pospaliśmy do 7:30 :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po śniadaniu wybraliśmy się do muzeum narodowego. Jedną z ciekawszych rzeczy, poza oczywiście zachwycającymi pozostałościami z różnych epok, jest mapa Syrii ukazująca wszystkie bolączki polityczne tego kraju. Na mapie nie figuruje państwo Izrael, a w jego miejscu znajduje się Palestyna. Również tereny na północ od Antiochii, należące od dawna do Turcji, na muzealnej mapie wciąż mieściły się w granicach Syrii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1PeSgw0bI/AAAAAAAALLo/UkyJE38o3w8/s1600/180.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1PeSgw0bI/AAAAAAAALLo/UkyJE38o3w8/s320/180.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511648900755280306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W muzeum wyraźnie widać, jak wiele różnych kultur miało wpływ na sztukę syryjską. Można tu podziwiać tabliczki z najstarszym pismem świata - alfabetem ugaryjskim. Na mnie jednak największe wrażenie zrobiły misterne dzieła miniaturzystów, którzy malowali bez udziału wzroku. Co więcej, jeśli natura sama nie pozbawiła takiego artysty wzroku, sam się oślepiał...Aż trudno uwierzyć, że takie wyszukane detale mogły zostać naniesione na drewniany podkład przez osobę niewidomą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1PvQwPXAI/AAAAAAAALLw/GZON253DsUE/s1600/237.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1PvQwPXAI/AAAAAAAALLw/GZON253DsUE/s320/237.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511649192341101570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po odwiedzeniu muzeum udaliśmy się do medyny. Nasz spacer rozpoczęliśmy od dzielnicy chrześcijańskiej, do której wkroczyliśmy przez bramę wschodnią. Najpierw odwiedziliśmy dom św. Ananiasza, w którym obecnie mieści się kościółek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1QNnb3ptI/AAAAAAAALMA/jI2Bz1ujTPo/s1600/228.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1QNnb3ptI/AAAAAAAALMA/jI2Bz1ujTPo/s320/228.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511649713825752786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj właśnie przywieziono oślepionego św. Pawła, któremu Ananiasz zdjął ślepotę i wskazał mu dalszą drogę duchową. Do pomieszczeń dawnego domu zeszliśmy kilka metrów po schodkach w dół. Niesamowite, że w czasach starożytnych to właśnie był poziom Damaszku. Kolejne pokolenia nadbudowywały swoje domostwa na ruinach budowli przodków i tak miasto powoli rosło wzwyż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1P-tfFdcI/AAAAAAAALL4/uC8AYanw7ow/s1600/267.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1P-tfFdcI/AAAAAAAALL4/uC8AYanw7ow/s320/267.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511649457751815618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnym punktem programu naszego zwiedzania był pałac bogatego kupca Azima. Obecnie mieści się tu centrum kultury syryjskiej. Każde pomieszczenie poświęcone jest wystawie związanej z jedna z dziedzin życia Syryjczyków. Cały pałac wraz z dziedzińcem zajmuje powierzchnię ponad 5 tys m2. Jeśli mój mąż to czyta, to ja też chcę taką willę :))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1Qgwt9IDI/AAAAAAAALMI/4f9FEPQ2puc/s1600/318.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1Qgwt9IDI/AAAAAAAALMI/4f9FEPQ2puc/s320/318.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511650042735042610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pałacu powędrowaliśmy do meczetu Umajjadów, po drodze zatrzymując się na pyszny sorbet cytrynowy. Jest to przysmak wart spróbowania, szczególnie gdy temperatura osiąga 42C. Sorbet wyrabiany jest ręcznie przez pana, który do obracającego się , pustego w środku walca wlewa sok cytrynowy, a następnie specjalną łopatką ściera ze ścianek lód wymieszany z sokiem. Spory kubeczek tego smakołyku kosztuje jedyne 15 SYP.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Meczet Umajjadów wywiera niezapomniane wrażenie, nie tylko z powodu swoich rozmiarów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed wejściem pozbawiono nas obuwia, za to wraz z Kasią przywdziałyśmy stylowe wdzianka z kapturami, które umożliwiły nam wejście do wnętrza meczetu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1QvpmfYrI/AAAAAAAALMQ/LprTC8ZXgJ0/s1600/338.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1QvpmfYrI/AAAAAAAALMQ/LprTC8ZXgJ0/s320/338.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511650298522722994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Olbrzymi marmurowy, połyskujący w słońcu dziedziniec zachwyca. No może mniej, gdy próbuje się przejść bosą stopą po rozgrzanych w upale marmurowych płytach. Przemykaliśmy więc podcieniami, podziwiając po drodze niesamowite, złocone mozaiki. Na środku dziedzińca można podziwiać pięknie zdobioną fontannę do ablucji, a w środku znajduje się sarkofag, w którym spoczywa głowa Jana Chrzciciela. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wnętrze meczetu podzielone jest na część męską i żeńską. Wielu ludzi pogrążonych jest w modlitwie, ale w meczecie przebywają również muzułmanie, którzy zwyczajnie odpoczywają od skwaru dnia. Normą jest spoczywanie pod ścianami, a nawet krótka drzemka. Bawiące się w części żeńskiej dzieci też nikogo nie dziwią. Nie wiem, czy to również należy do standardów, ale wielu Syryjczyków nie miało oporów przed korzystaniem z komórek wewnątrz meczetu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1RB4hmmJI/AAAAAAAALMY/lB4A-NZ0b44/s1600/265.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1RB4hmmJI/AAAAAAAALMY/lB4A-NZ0b44/s320/265.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511650611766401170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po wyjściu z meczetu zwróciłyśmy przepięknej urody płaszczyki, które sprawiały, że pot spływał nam strumieniami po plecach i postanowiliśmy zrelaksować się po trudach zwiedzania w najstarszej damasceńskiej kawiarni. Pykając nergilę i popijając orzeźwiający zuhurad, poświęciliśmy się przekazywaniu wieści rodzinie i znajomym poprzez wypełnianie kartek pocztowych. Nie wiem, czy to wpływ fajki wodnej, czy upału, ale zwyczajna czynność polegająca na opisywaniu w skrócie naszych poczynań turystycznych dostarczyła nam dużo radości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1Rk2j6UhI/AAAAAAAALMo/lPuJRtnDLzE/s1600/275.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1Rk2j6UhI/AAAAAAAALMo/lPuJRtnDLzE/s320/275.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511651212534632978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kolacji powróciliśmy na suk, żeby dokonać właściwych zakupów. Zupełnie pochłonęło nas podziwianie pięknie haftowanych obrusów, brokatowych tkanin, srebrnej biżuterii i pereł, które często kupują w sklepiku na rogu polscy żołnierze powracający do domu ze służby na wzgórzach Golan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My na dłużej zatrzymaliśmy się w sklepiku z biżuterią, gdzie mój dzielny małżonek zaciekle targował się o srebrną obrączkę dla mojej siostry, a po twardych negocjacjach sprzedawca zakończył targ słowami "Are you from Poland? Welcome!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1R52NZf2I/AAAAAAAALMw/WnY4ppiW79M/s1600/364.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1R52NZf2I/AAAAAAAALMw/WnY4ppiW79M/s320/364.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511651573217460066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie Syryjczycy są niesamowicie przyjaźni i pozytywnie nastawieni do życia. Tutejszym sprzedawcom na razie obca jest nachalność powszechna w niektórych krajach arabskich. Spokojnie można wejść do każdego sklepu, pooglądać, nie decydując się na zakup i nie spotka się to z niezadowoleniem sprzedawcy, czy z próbami nagabywania. Jeszcze nie dotarło tu tak powszechne w Egipcie "lookie, lookie". Na każdym kroku spotykaliśmy się z serdecznymi pozdrowieniami ze strony napotkanych Syryjczyków, dla których my stanowiliśmy chyba taką samą atrakcję, jak oni dla nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie nie ma problemu z robieniem zdjęć. Z reguły chętnie wyrażają zgodę, a w rewanżu czasem spotykaliśmy się z prośbą o możliwość zrobienia sobie komórką zdjęcia z nami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-2025447167169703736?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/2025447167169703736/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=2025447167169703736&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/2025447167169703736'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/2025447167169703736'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2010/08/31-lipca-2010.html' title='31 lipca 2010'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/TH1PeSgw0bI/AAAAAAAALLo/UkyJE38o3w8/s72-c/180.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-1051364217201960782</id><published>2010-08-29T16:48:00.012+02:00</published><updated>2010-08-29T19:28:11.126+02:00</updated><title type='text'>30 lipca 2010</title><content type='html'>Dzisiaj przekroczyliśmy granicę turecko-syryjską. Na przejściu granicznym trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo tylko od nastroju oficerów syryjskiej straży granicznej zależy, ile czasu spędzi się w oczekiwaniu na swój paszport. Dokumenty są dokładnie przeglądane w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów bytności w Izraelu. Osoba, u której zostanie wykryta odbyta wizyta w "państwie na I.", nie zostanie wpuszczona do Syrii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W naszym przypadku wszystko poszło w miarę sprawnie (2,5h :)). W tym czasie zdążyliśmy zrobić zakupy na bezcłówce, gdzie karton papierosów można dostać za 6,5$!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas kontroli okazało się, że nasz drugi kierowca z niewiadomych przyczyn musi pozostać na granicy, także dalszą drogę Irkhan musiał pokonać samodzielnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THqW5fC9maI/AAAAAAAALK4/mCkwcvFzx6o/s1600/Krak1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THqW5fC9maI/AAAAAAAALK4/mCkwcvFzx6o/s320/Krak1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510883008371857826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Spod granicy ruszyliśmy w stronę Krak de Chavelier - zamku krzyżowców. Do zamczyska prowadzi kręta, stroma droga. Budowla z daleka wcale nie wygląda imponująco. Jednak spacerując po kilku metrowych murach, zdecydowanie zmieniłam zdanie. Zamek jest olbrzymi i nigdy nie został zdobyty zbrojnie. Często podczas wypraw krzyżowych przechodził z rąk do rąk, ale zawsze takie przejęcie było wynikiem układów, albo intrygi i zdrady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THqXHmTjNBI/AAAAAAAALLA/yFaODgqQe0k/s1600/Krak2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THqXHmTjNBI/AAAAAAAALLA/yFaODgqQe0k/s320/Krak2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510883250838647826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W zamkowej kaplicy wysłuchaliśmy śpiewu imama, nawołującego do modlitwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zakończeniu spaceru po zamkowych komnatach, przysiedliśmy na chwilę w pobliskiej restauracji, gdzie spróbowaliśmy pysznego kebaba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej pojechaliśmy w stronę Malouli, małego miasteczka położonego w górach, gdzie do tej pory funkcjonuje żywy język aramejski. Miasteczko założone zostało przez pierwszych chrześcijan. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z miejscem tym związana jest legenda o św. Tekli, która wbrew decyzji ojca przeszła na wiarę chrześcijańską, za co została skazana na śmierć. Uciekając przed prześladowcami dotarła do miejsca, w którym obecnie położona jest Maloula. Tutaj wyrosła przed nią pionowa skała. Dzięki żarliwym modlitwom Tekli, skała rozstąpiła się, co umożliwiło dziewczynie ucieczkę. Św. Tekla znalazła schronienie w jednej z licznych jaskiń w okolicach Malouli, gdzie wiodła proste, pobożne życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THqXlh_ctiI/AAAAAAAALLQ/y5i-lZ-OZxI/s1600/124.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THqXlh_ctiI/AAAAAAAALLQ/y5i-lZ-OZxI/s320/124.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510883765076669986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Podobna legenda związana jest ze św. Sergiuszem i Bacchusem, których imienia kościół zwiedzaliśmy. Jest to najstarszy nieprzerwanie funkcjonujący kościół obrządku ortodoksyjnego na świecie. Kościół został zbudowany na zgliszczach świątyni pogańskiej. Do tej pory w sklepieniu można znaleźć wbudowane elementy pochodzące ze starożytnych ruin, a w jednej z kaplic ustawione są kamienne ołtarze ofiarne. Pozostałości pogańskie w świątyniach chrześcijańskich to raczej rzadkość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THqXYunJR4I/AAAAAAAALLI/1TUmJyCfNyw/s1600/132.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THqXYunJR4I/AAAAAAAALLI/1TUmJyCfNyw/s320/132.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510883545126094722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W kościele, poza  bardzo starymi ikonami można znaleźć również akcent polski - generał Anders w czasie II wojny światowej stacjonował w Malouli ze swoją armią. Po zakończeniu wojny gen. przesłał kościołowi dwie XVII w. ikony, które do tej pory zdobią wnętrze świątyni. &lt;br /&gt;Podczas naszych odwiedzin udało nam się wysłuchać modlitwy "Ojcze Nasz" w języku Chrystusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Damaszku dotarliśmy ok. 20:30. Miasto jest ciekawie położone na górze, na której według legendy Kain zabił Abla. Na szczyt można dostać się taksówką. Widok z góry jest szczególnie imponujący po zachodzie słońca, gdy panorama miasta połyskuje tysiącami świateł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolację zjedliśmy w tradycyjnej, damasceńskiej restauracji, gdzie mieliśmy okazję popróbować lokalnych przysmaków. Jada się tutaj przede wszystkim różnego rodzaju pasty -m.in. humus, czyli pastę z ciecierzycy, z dodatkiem pasty sezamowej. Do lokalnych smakołyków można zaliczyć także naszą ulubioną pastę z bakłażana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THqYaj5nH1I/AAAAAAAALLg/i1nNJKsPoGg/s1600/148.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THqYaj5nH1I/AAAAAAAALLg/i1nNJKsPoGg/s320/148.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510884676122124114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Syryjczycy jadają ogromne ilości zieleniny, przede wszystkim pietruszki i mięty, które kupowane są przez tutejsze gospodynie dosłownie siatami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lokalną ciekawostką śniadaniową jest chałwa rozsmarowywana na chlebie. Natomiast popularnym daniem obiadowym jest kebap, który niewiele ma wspólnego z polskim odpowiednikiem. Tutaj jest to sałatka zawinięta w cienką pitę z dodatkiem kotlecików z siekanego mięsa wołowego lub wielbłądziego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo popularnymi przyprawami są, niedostępne w Polsce, sumak (kwaśna przyprawa dodawana do sałatek) oraz czarnuszka (używana do przyprawiania serków i pieczywa)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Często serwowanymi  sałatkami są fettusz, czyli ogórki i pomidory z dodatkiem mięty i syropu z granatów oraz tabbule - sałatka z kaszy z dużą ilością pietruszki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieliśmy też okazję spróbować kybbe - smażonych w głębokim tłuszczu kuleczek z kaszy, nadziewanych baraniną z dodatkiem cebulki i orzeszków piniowych. Smakowały nam również płaskie pierożki o nazwie barak, nadziewane słonym serem z dodatkiem czarnuszki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o trunki, to najbardziej popularny jest zuhurad, herbatka z rumianku, melisy oraz innych ziół i kwiatów, która niesamowicie orzeźwia podczas czterdziestostopniowego upału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THqYA19tpSI/AAAAAAAALLY/csTK3FpYj3c/s1600/142-1.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THqYA19tpSI/AAAAAAAALLY/csTK3FpYj3c/s320/142-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510884234294568226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po sytej kolacji zakwaterowaliśmy się w hotelu i spragnieni atmosfery arabskiego suku od razu ruszyliśmy na stare miasto.Ze względu na piątkowe święto większa część suku była zamknięta, ale udało nam się spróbować pysznego soku z morwy i moich ulubionych owoców opuncji. Po drodze zaprzyjaźniliśmy się ze sprzedawcą świeżych pistacji, które smakiem daleko odbiegają od prażonych orzeszków, które można dostać w Polsce. Problem jest tylko z łupaniem. W tej sztuce biegła była jedynie moja siostra, ale nie zawsze udawało się ją namówić do roli nadwornego łupacza :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-1051364217201960782?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/1051364217201960782/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=1051364217201960782&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/1051364217201960782'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/1051364217201960782'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2010/08/30-lipca-2010.html' title='30 lipca 2010'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THqW5fC9maI/AAAAAAAALK4/mCkwcvFzx6o/s72-c/Krak1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-687304719919718431</id><published>2010-08-22T13:34:00.006+02:00</published><updated>2010-08-22T18:21:53.373+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Syria'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Turcja'/><title type='text'>29 lipca 2010</title><content type='html'>Wcześnie rano wyruszyliśmy przez góry Taurus w stronę Konyi. Naszą podróż rozpoczęliśmy od krótkiej nauki podstaw języka tureckiego, co zaowocowało pełnym sukcesem podczas pierwszego postoju, gdy udało mi się po turecku zamówić trzy kawy. Spotkało się to z zadowoleniem i pełnym uznaniem ze strony sprzedawcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFMY_0iicI/AAAAAAAALJU/l63gsoJsHYE/s1600/014.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFMY_0iicI/AAAAAAAALJU/l63gsoJsHYE/s320/014.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508267811583199682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przejazd górskimi serpentynami dostarczył nam niesamowitych widoków i prawdziwych emocji. Momentami wąska droga wije się tuż przy samej przepaści, a skały przybierają zupełnie fantastyczne formy i kształty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFMqqnA1oI/AAAAAAAALJc/iFpL1RnuCJI/s1600/016.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFMqqnA1oI/AAAAAAAALJc/iFpL1RnuCJI/s200/016.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508268115126965890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dojeżdżając do Konyi dowiedzieliśmy się, że według legendy było to pierwsze miasto, które założył Noe po tym, jak jego arka osiadła na górze Ararat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFM6uE19NI/AAAAAAAALJk/U2xunRXzG5c/s1600/022.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFM6uE19NI/AAAAAAAALJk/U2xunRXzG5c/s200/022.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508268390935295186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W Konyi zwiedziliśmy mauzoleum Mevlany, jednego z muzułmańskich sufich, który w XIII w. założył zakon tańczących derwiszy. W mauzoleum poza grobowcem świętego można zobaczyć skrzynkę zawierającą włos z brody Mahometa. Muzułmanie odwiedzający to święte miejsce wąchają szkatułkę, z której podobno wydobywa się piękny aromat kwiatowo-jaśminowy. Sądząc jednak po minach wąchających, musi być to tylko legenda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFNIjSosdI/AAAAAAAALJs/FgNskGldj4Q/s1600/024.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFNIjSosdI/AAAAAAAALJs/FgNskGldj4Q/s200/024.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508268628558524882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W średniowieczu zakony mistyczne były bardzo popularne, zarówno wśród biednych, jak i bogatych ludzi. Filozofię mistycyzmu chrakteryzowała otwartość, a sufi głosili przyjaźń i tolerancję zarówno w stosunku do ludzi, jak i całego otaczającego nas świata. W filozofii mavlewitów można odnaleźć wpływy religii dalekiego wschodu - buddyzmu i hinduizmu. Mistycy poszukiwali Boga w sposób indywidualny, we własnym sercu i sumieniu, m.in. poprzez rytuał, podczas którego sufi wprowadzali się w trans w celu osiągnięcia stanu nirvany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakony mistyków funkcjonowały aż do upadku sułtana. Później Ataturk zakazał tego typu działalności, chcąc oddzielić państwo od religii. W tej chwili podobno jeszcze gdzieniegdzie istnieją nielegalne bractwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFNf95EWMI/AAAAAAAALJ0/U6oS7zYWzDc/s1600/052.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFNf95EWMI/AAAAAAAALJ0/U6oS7zYWzDc/s320/052.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508269030836033730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wyjeżdżając z Konyi widzieliśmy tradycyjnie poubierane w szarawary kobiety. Ciekawe, czy wiedzą, że u nas ich strój jest teraz całkiem modny :))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku godzinach jazdy dotarliśmy do Tarsu - miejsca narodzin św. Pawła. Tutaj też, według starożytnych podań Marek Antoniusz po raz pierwszy spotkał Kleopatrę i tu rozpoczęła się najsłynniejsza w dziejach historia miłosna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFN336mawI/AAAAAAAALJ8/Ebe3qd2N6dc/s1600/057.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFN336mawI/AAAAAAAALJ8/Ebe3qd2N6dc/s200/057.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508269441548708610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Tarsie odwiedziliśmy studnię św. Pawła usytuowaną w miejscu, gdzie stał dom apostoła. Zobaczyliśmy także kościółek św. Pawła, który ani nie pamięta czasów apostolskich (pochodzi z XVII w.)ani nie ma żadnego dowodu na to, że św. Paweł miał jakikolwiek związek z tym miejscem. Za to na dziedzińcu wygłaskaliśmy ślicznego trójkolorowego koteczka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-687304719919718431?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/687304719919718431/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=687304719919718431&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/687304719919718431'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/687304719919718431'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2010/08/29-lipca-2010.html' title='29 lipca 2010'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFMY_0iicI/AAAAAAAALJU/l63gsoJsHYE/s72-c/014.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-1621681076585176630</id><published>2010-08-22T13:29:00.004+02:00</published><updated>2010-08-22T17:35:20.659+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Syria'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Turcja'/><title type='text'>28 lipca 2010</title><content type='html'>Rozpoczęliśmy naszą turecko-syryjską przygodę. Bez większych przygód, w miarę o czasie dolecieliśmy do Antalyi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFDlpnKkPI/AAAAAAAALJM/N2soRIU9Lzs/s1600/001.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFDlpnKkPI/AAAAAAAALJM/N2soRIU9Lzs/s320/001.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508258133355172082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W samolocie byliśmy przymusowo zabawiani przez wesołą grupę młodzieży, która widocznie postanowiła zintegrować cały samolot. Po przylocie zakwaterowaliśmy się w hotelu Mostar i postanowiliśmy udać się nad morze. Fajnie jest zacząć wakacje w knajpce na klifie i z piwkiem w ręku obserwować statki wypływające z portu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-1621681076585176630?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/1621681076585176630/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=1621681076585176630&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/1621681076585176630'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/1621681076585176630'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2010/08/28-sierpnia-2010.html' title='28 lipca 2010'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THFDlpnKkPI/AAAAAAAALJM/N2soRIU9Lzs/s72-c/001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-8257779873078694240</id><published>2009-10-18T14:08:00.003+02:00</published><updated>2010-08-22T03:08:40.382+02:00</updated><title type='text'>Rumunia: 12 sierpnia 2009</title><content type='html'>Rano opuściliśmy sympatyczne lokum i udaliśmy się w kierunku monastyru Putna. Budowla różni się nieco od typowych monastyrów Bukowiny. Na zewnątrz brakuje fresków, za to można tu odnaleźć motywy renesansowe. Klasztor sprawia wrażenie budowli warownej. Wewnątrz odbywało się nabożeństwo, więc zerknęłam tylko z progu, żeby nie przeszkadzać w modlitwie. Za to miałam okazję podziwiać przepiękny śpiew popów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THB3ZWmEAXI/AAAAAAAALGE/W6O3zyoBXSk/s1600/580.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THB3ZWmEAXI/AAAAAAAALGE/W6O3zyoBXSk/s320/580.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508033621719777650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dalej przemieściliśmy się do polskiej wioski Kaczycy, gdzie odwiedziliśmy kopalnię soli. Widać, że polscy górnicy z sentymentem wspominali Wieliczkę i próbowali stworzyć tutaj namiastkę rodzimej kopalni. Kilkadziesiąt metrów pod ziemią można podziwiać kaplice św. Barbary, salę balową i jezioro. Można też zagrać mecz footbolowy na boisku.&lt;br /&gt;W jednej z kapliczek znajduje się krzyż wykuty w soli, który podobno został znaleziony przez górników podczas ich pracy w kopalni. Krzyż ten miał potem pomagać im w odszukiwaniu nowych złóż soli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnym punktem programu był monastyr Arbore. Mam wrażenie, że jest on troszeczkę jakby zapomniany, na uboczu, ale również wart odwiedzenia. Specjalny klimat tego miejsca tworzą rozrzucone gdzieniegdzie wśród drzewek owocowych krzyże nagrobne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej udaliśmy się do monastyru Suczewita. I tutaj dopadła nas ulewa, która zdecydowanie zniechęciła nas do podziwiania fresków na zewnętrznych ścianach cerkwi, a trzeba przyznać, że jest co podziwiać. Wewnątrz trwała renowacja malowideł, więc miałam okazję poobserwować żmudną pracę młodych artystów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THB3qLHoy-I/AAAAAAAALGM/unYGP6f82KE/s1600/629.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THB3qLHoy-I/AAAAAAAALGM/unYGP6f82KE/s320/629.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508033910697151458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dalej udaliśmy się przez góry w stronę Moldowity. Szkoda, że całą drogę lało i mgła utrudniała podziwianie widoków, które w słoneczny dzień z pewnością są zachwycające.&lt;br /&gt;Bukowina swoją malowniczością przypomina nieco nasze Bieszczady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THB4ZlJtC8I/AAAAAAAALGc/GeggRDofNKk/s1600/Cmentarz-1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THB4ZlJtC8I/AAAAAAAALGc/GeggRDofNKk/s320/Cmentarz-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508034725138992066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mieliśmy nadzieję, że chociaż przy klasztorze przestanie padać i będziemy mogli normalnie pozwiedzać. Niestety chyba na górze rozerwał się jakiś worek z wodą i na przejaśnienie nie było żadnych nadziei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na nocleg zatrzymaliśmy się w wiosce w dolinie Issy, w typowym dla tego regionu gospodarstwie agroturystycznym. Byliśmy urzeczeni gościnnością gospodarzy, z którymi przy domowym winie i palince biesiadowaliśmy do późnych godzin nocnych, co nieco zdezorganizowało nasze dalsze plany :)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe szczęście do zwiedzenia nie zostało nam już wiele - drewniane zabytki tego regionu, olbrzymi skansen no i oczywiście wesoły cmentarz Sapinta. Potem pożegnaliśmy gościnną Rumunię  i ruszyliśmy w stronę Warszawy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-8257779873078694240?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/8257779873078694240/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=8257779873078694240&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/8257779873078694240'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/8257779873078694240'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/10/rumunia-12-sierpnia-2009.html' title='Rumunia: 12 sierpnia 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THB3ZWmEAXI/AAAAAAAALGE/W6O3zyoBXSk/s72-c/580.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-7904893749819002228</id><published>2009-10-18T13:30:00.003+02:00</published><updated>2010-08-22T02:55:31.366+02:00</updated><title type='text'>Rumunia: 11 sierpnia 2009</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBzekcIaFI/AAAAAAAALFc/UM-6DowKCrk/s1600/462.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBzekcIaFI/AAAAAAAALFc/UM-6DowKCrk/s200/462.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508029313289054290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Poprzedni dzień przeznaczyliśmy na podróż z Tulczy do Suczawy. Po drodze zatrzymaliśmy się w twierdzy Targu Neamt. Zabytek rzeczywiście ciekawy. Do twierdzy prowadzi długi, drewniany most zbudowany na wysokich, kamiennych wspornikach. Wewnątrz można podziwiać ekspozycje, przedstawiające żywot dawnych mieszkańców twierdzy. Minusem jest fakt, że za fotografowanie zażyczono sobie 15RON, co uważaliśmy za rozbój w biały dzień. No i do twierdzy trzeba było kawałek podejść  pod dość stromą górkę. We wspinaczce towarzyszył nam starszy pop i trzeba mu przyznać, że kondycję miał niezłą!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Suczawie trudno nam było znaleźć jakieś rozsądne lokum. W końcu postanowiliśmy zanocować na obrzeżach miasta. Przy Galerii Suczawa (ta sama firma, co nasza Galeria Mokotów) znaleźliśmy fajny pensjonat z przemiłą obsługą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano wyruszyliśmy na zwiedzanie Suczawy, co nie jest wcale łatwym zadaniem ze względu na brak miejsc parkingowych i trochę ciężką z punktu widzenia turysty organizację ruchu (mnóstwo uliczek jednokierunkowych). Nasze zwiedzanie zaczęliśmy od twierdzy (Cetatea de Scaut) położonej na obrzeżach miasta. Są to naprawdę sympatyczne ruiny, w sam raz na poranny spacerek. Pierwsza wzmianka o twierdzy pochodzi z roku 1388, kiedy to Piotr I Muszatowicz wystosował pismo do naszego króla Władysława Jagiełły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBzutnDrlI/AAAAAAAALFk/IZR7LUajslM/s1600/473.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBzutnDrlI/AAAAAAAALFk/IZR7LUajslM/s200/473.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508029590628707922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zaraz obok twierdzy znajduje się skansen. Wewnątrz można zobaczyć ok 20 chat pochodzących z różnych regionów Rumunii. Wewnątrz każdej chaty wykonano ciekawe ekspozycje. W jednym z domów zainscenizowano tradycyjny pogrzeb, można więc usłyszeć zawodzenie płaczek, w innej chacie rozlega się kołysanka, śpiewana cichym głosem matki usypiającej niemowlę. Jednym słowem klimatycznie :) &lt;br /&gt;Pod koniec zwiedzania spotkaliśmy chłopca, który koniecznie chciał nam pokazać swoje króliki :))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieopodal twierdzy i skansenu usytuowana jest cerkiew św. Jana Nowego, a wewnątrz niej przepiękne freski. Całkiem urokliwa jest też położona obok kaplica, w której obecnie znajduje się sklepik z książkami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THB1XGwBnQI/AAAAAAAALF8/YUYVlZ7pj6Y/s1600/502.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THB1XGwBnQI/AAAAAAAALF8/YUYVlZ7pj6Y/s320/502.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508031384083602690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dalej pojechaliśmy obejrzeć monastyr Dragomirna. Jest to żeński klasztor malowniczo położony nad niewielkim jeziorkiem. Najładniejsze fotki zrobiliśmy z pobliskiego wzgórza. Niestety akurat trwał remont głównej wieży i rusztowania załapały się w kadrze...&lt;br /&gt;Podobno ze względu na pogłoski, że w klasztorze ukryte są olbrzymie skarby, był on napadany w celach łupieżczych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wewnątrz klasztoru przechadzają się mniszki. Niestety nie uległy naszym prośbom o pozowanie do zdjęcia. A szkoda, bo zdjęcia byłyby z pewnością interesujące...&lt;br /&gt;Na koniec odwiedziliśmy jeszcze klasztorne muzeum, w którym ukryte są bezcenne rękopisy i dalej skierowaliśmy się z powrotem do Suczawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Suczawie postanowiliśmy zobaczyć jeszcze cerkiew Narodzenia św. Jana Chrzciciela oraz cerkwie św. Dymitra i św. Jerzego. Obie zachwycają pięknymi malowidłami we wnętrzach. Wystrój jest tak różny od naszych kościołów, które zwykle są bardzo jasne. W cerkwiach panuje półmrok, co dodaje im tajemniczości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Suczawy wyjechaliśmy w stronę Gura Humoruli z zamiarem odwiedzenia kolejnych monastyrów Bukowiny. Najpiękniejszym wydaje się Voronet. Freski na zewnątrz budowli zachwycają doskonałością. Wewnątrz cerkiew zbudowana jest z trzech pomieszczeń, każde udekorowano przepięknymi malowidłami naściennymi. Monastyr z całą pewnością wart jest odwiedzenia. Trochę jednak dobre wrażenie burzą ceny za fotografowanie, które dodatkowo zróżnicowane są w zależności od typu aparatu 8-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THB1AA2kdpI/AAAAAAAALF0/P9XHLeuwsyw/s1600/554.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THB1AA2kdpI/AAAAAAAALF0/P9XHLeuwsyw/s320/554.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508030987363448466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Monastyr Humoruli jest również piękny, chociaż część fresków zewnętrznych jest mocno zniszczona. Wewnątrz trwała akurat renowacja malowideł, więc część z nich zasłonięta była przez rusztowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod koniec dnia dotarliśmy do miejscowości Putna, gdzie na samym początku znaleźliśmy świetny pensjonat prowadzony przez młodą, bardzo sympatyczną dziewczynę, nieźle mówiącą po angielsku. Kolejny dzień zamierzamy zacząć od zwiedzenia monastyru Putna&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-7904893749819002228?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/7904893749819002228/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=7904893749819002228&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/7904893749819002228'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/7904893749819002228'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/10/rumunia-11-sierpnia-2009.html' title='Rumunia: 11 sierpnia 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBzekcIaFI/AAAAAAAALFc/UM-6DowKCrk/s72-c/462.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-2105424263530143464</id><published>2009-10-02T20:01:00.003+02:00</published><updated>2010-08-22T02:40:50.571+02:00</updated><title type='text'>Rumunia: 9 sierpnia 2009</title><content type='html'>Rano po śniadaniu zostaliśmy zabrani przez naszego ukraińskiego kapitana na nabrzeże, skąd wyruszyliśmy w rejs po Delcie Dunaju. Razem z nami popłynęła cała rodzinka Niemców i samotnie podróżująca Francuzka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Delta Dunaju to prawdziwy labirynt kanałów. Całość zajmuje olbrzymi obszar i pewnie można by było błąkać się kajakiem po tych rozlewiskach przez wiele dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBxozdQ9oI/AAAAAAAALFM/tVQ6czRVidc/s1600/367.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBxozdQ9oI/AAAAAAAALFM/tVQ6czRVidc/s320/367.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508027290095777410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;O tym jak olbrzymia to jest woda może świadczyć fakt, że Dunaj wprowadza do Morza Czarnego 2 tony osadu na sekundę!&lt;br /&gt;Po drodze mieliśmy okazję podziwiać różne gatunki ptaków, przepiękne wierzby, niekiedy porośnięte dzikim winem. Urocze zatoczki i maleńkie, ciasne odnogi rzeki sprawiają, że jest to miejsce magiczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy brzegu w wielu miejscach widzieliśmy dzikie obozowiska wędkarzy, którzy nie mogli narzekać na kiepskie branie.&lt;br /&gt;W pewnym momencie zawinęliśmy do zatoczki, gdzie kapitan od miejscowych rybaków nabył nasz lunch, czyli kilka dorodnych szczupaków. po chwili rybki się pichciły, a my dalej podziwialiśmy uroki przyrody, mając przy okazji szansę przypomnieć sobie podstawy języka rosyjskiego podczas pogawędki z kapitanem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pewnym czasie zatrzymaliśmy się na lunch. Kapitan poczęstował nas pyszną palinką. Na stół wjechała gotowana ryba z sosem czosnkowym, zupa rybna i szczupak smażony. Obiadek zakończyliśmy ciastem i kawą oraz soczystym arbuzem. Po prostu pełen wypas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBx9dkmGdI/AAAAAAAALFU/RxjNSDNKVp8/s1600/414.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBx9dkmGdI/AAAAAAAALFU/RxjNSDNKVp8/s320/414.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508027644998195666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W drodze powrotnej trochę pokropił deszcz, całe szczęście udało nam się nie zmoknąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pewnym momencie zauważyliśmy węża sunącego w wodzie ku brzegowi rzeki. Na koniec wycieczki minęliśmy ponuro wyglądające złomowisko statków i tak niezauważalnie minęło 6,5h rejsu&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-2105424263530143464?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/2105424263530143464/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=2105424263530143464&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/2105424263530143464'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/2105424263530143464'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/10/rumunia-9-sierpnia-2009.html' title='Rumunia: 9 sierpnia 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBxozdQ9oI/AAAAAAAALFM/tVQ6czRVidc/s72-c/367.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-5632248648746311430</id><published>2009-10-02T19:49:00.005+02:00</published><updated>2010-08-22T02:32:57.156+02:00</updated><title type='text'>Rumunia: 8 sierpnia 2009</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBvtQhzL1I/AAAAAAAALE0/NCCqOtGlWAc/s1600/321.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBvtQhzL1I/AAAAAAAALE0/NCCqOtGlWAc/s320/321.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508025167595646802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W Tulczy wylądowaliśmy już ok 10:00. Pierwsze próby znalezienia rejsu po Delcie Dunaju spełzły na niczym. Średnio koszt wynajęcia łodzi to ok 20EUR/godz. a żeby cokolwiek zobaczyć trzeba popłynąć na min 5 godz. W naszym budżecie nie znaleźliśmy wolnych 100EUR.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście istnieje prawdopodobieństwo, że znajdzie się współtowarzyszy podróży i wtedy koszty dzielą się na wszystkich uczestników, ale nikt z armatorów nie mógł nam tego zagwarantować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiliśmy opuścić nabrzeże i znaleźć sobie najpierw lokum do spania. Już chcieliśmy odjechać dalej od centrum miasta w poszukiwaniu jakiegoś pensjonatu, gdy Darek wpadł na pomysł, żeby zapytać o pokoje w hotelu Select, niedaleko którego zaparkowaliśmy samochód. Cena 140RON za po 2 os ze śniadaniem nie zwaliła nas z nóg (szczególnie w porównaniu z cenami z Konstancy), więc postanowiliśmy się tutaj zatrzymać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dodatku w hotelu znaleźliśmy ofertę rejsów  po Delcie od 9:00 do 16:00 z lunchem za 30 EUR/os. Taka cena była dla nas jak najbardziej OK. Teraz pozostał nam do zagospodarowania cały dzień w niezbyt ciekawej Tulczy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBv7WIUJOI/AAAAAAAALE8/fWXd9GaWTPo/s1600/346.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBv7WIUJOI/AAAAAAAALE8/fWXd9GaWTPo/s320/346.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508025409617536226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kilkakrotnie przemierzyliśmy w tę i z powrotem nabrzeże, poszliśmy na wzgórze z obeliskiem, zjedliśmy lunch i na tym nasza inwencja się skończyła. Wieczorem wyszliśmy na pobliski plac, gdzie odbywał się festiwal sztuki ludowej. Zapowiadało się tak sobie, a w rezultacie naprawdę warto było popatrzeć. Zespoły prezentujące tańce ludowe dawały pokazy na bardzo wysokim poziomie. Festiwal trwa kilka dni więc następny wieczór też mamy zagospodarowany :))&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-5632248648746311430?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/5632248648746311430/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=5632248648746311430&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/5632248648746311430'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/5632248648746311430'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/10/rumunia-8-sierpnia-2009.html' title='Rumunia: 8 sierpnia 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBvtQhzL1I/AAAAAAAALE0/NCCqOtGlWAc/s72-c/321.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-7568008675591203749</id><published>2009-09-26T18:02:00.004+02:00</published><updated>2010-08-22T02:23:54.792+02:00</updated><title type='text'>Rumunia: 7 sierpnia 2009</title><content type='html'>Wstaliśmy rano z zamiarem zwiedzenia pałacu Peles w Sinai. Okazało się, że byliśmy pierwszymi gośćmi, a pałac o tej porze jest jeszcze zamknięty dla zwiedzających. &lt;br /&gt;Zrobiliśmy więc jedynie kilka zdjęć, zajrzeliśmy do pobliskiej cerkwi i ruszyliśmy w stronę morza. Droga minęła nam szybciej, niż przypuszczaliśmy i na tym kończyłyby się pozytywy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBt5ZIpz2I/AAAAAAAALEs/rt1Ys2FRXec/s1600/313.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBt5ZIpz2I/AAAAAAAALEs/rt1Ys2FRXec/s320/313.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508023177041268578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Próba znalezienia kwatery w nadmorskich kurortach w szczycie sezonu i jeszcze na dodatek w piątek popołudniu graniczy z cudem. A kwatery, które były wolne oferowano za nieakceptowalne dla nas sumy (zwykle ok 200RON), przy czym standard tych pokoi był raczej niski. Kilkugodzinne próby znalezienia czegoś rozsądnego spełzły na niczym i wreszcie koło 19:00 podjęliśmy męską decyzję, że rezygnujemy z przyjemności zażywania kąpieli morskich i w zamian zwiedzimy Deltę Dunaju. Po wyjeździe z Konstanty byliśmy padnięci. Wykończyły nas zarówno przepisy ruchu drogowego, które nakazywały nam jazdę w kierunku, w którym akurat nie mieliśmy zamiaru się udawać oraz brak pożywienia przez cały dzień. W związku z tym zatrzymaliśmy się w przydrożnym motelu na nocleg. Zjedliśmy pyszną kolację z białym winkiem i padliśmy wyczerpani spać. Rano mieliśmy dostać śniadanie w cenie pokoju, ale zostaliśmy poinformowani, że: "Bossa nie ma, a śniadanie kosztuje" :))&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-7568008675591203749?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/7568008675591203749/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=7568008675591203749&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/7568008675591203749'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/7568008675591203749'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/09/rumunia-7-sierpnia-2009.html' title='Rumunia: 7 sierpnia 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBt5ZIpz2I/AAAAAAAALEs/rt1Ys2FRXec/s72-c/313.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-9065401131550870387</id><published>2009-09-07T18:47:00.005+02:00</published><updated>2010-08-22T03:11:25.531+02:00</updated><title type='text'>Rumunia: 6 sierpnia 2009</title><content type='html'>Po przepysznym śniadanku wyjechaliśmy z Sighishoary w kierunku Braszowa. Po drodze postanowiliśmy zwiedzić wioskę Viscri i zamek w Rupea. O ile ruiny zamku rzeczywiście można zobaczyć, szczególnie że z góry roztacza się piękny widok na okolicę, tak wioska Viscri wydała nam się średnio ciekawa, a dojazd do niej po fatalnej drodze sprawił, że odechciało nam się zwiedzania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBrZsz4pII/AAAAAAAALEM/KINogkLDJhw/s1600/265.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBrZsz4pII/AAAAAAAALEM/KINogkLDJhw/s200/265.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508020433543799938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Postanowiliśmy chwilowo ominąć Braszów i zwiedzić najpierw zamki Rasnov i Bran.&lt;br /&gt;Zamek chłopski w Rasnovie wywarł na nas duże wrażenie. Widać dbałość właścicieli zabytku o szczegóły.Po uliczkach średniowiecznego miasteczka przechadzają się postacie w strojach z epoki, a w ciasnych zabudowaniach zamku porozmieszczane są kramiki z rękodziełem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBrocV_jLI/AAAAAAAALEU/GjkkvRxc0J0/s1600/ko%C5%82owrotek.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBrocV_jLI/AAAAAAAALEU/GjkkvRxc0J0/s200/ko%C5%82owrotek.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508020686821493938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W prawdzie do zamku trzeba się było trochę przespacerować pod górę, ale nie był to na pewno forsowny marsz, o którym wspominał nasz książkowy przewodnik. Jeśli ktoś nie czuje się na siłach, istnieje możliwość podjechania samochodem na samą górę. Nam w spacerze towarzyszył, szczeniaczek, który wyraźnie pożądał jedzonego przeze mnie hot-doga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bran to zupełnie innego typu zamek. Widać tu znacznie więcej turystów i w związku z tym mnóstwo komercji. Żałowaliśmy trochę zakupu biletu pozwalającego na fotografowanie, bo przebicie się z aparatem przez tabuny zwiedzających w ciasnych przesmykach zamku to naprawdę trudne zadanie. Nie mniej jednak kilka zdjęć udało się zrobić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten zamek jest zdecydowanie mniej warowny, a bardziej służył celom rekreacyjnym. Można tutaj obejrzeć urządzone salony i tajemne przejścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy już nasyciliśmy się czarem zamków i zakupiliśmy pamiątki, pojechaliśmy do Braszowa. Niestety Braszów przywitał nas ulewą. Próbowaliśmy znaleźć w mieście miejsce na nocleg, ale organizacja ruchu w okolicach starówki sprawia wiele problemów. Wszędzie jednokierunkowe ulice i zakazy wjazdu, co czyni drogę dojazdową istnym labiryntem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBskiU1KjI/AAAAAAAALEc/5TMN8-1Saxw/s1600/305.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBskiU1KjI/AAAAAAAALEc/5TMN8-1Saxw/s200/305.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508021719219382834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W pewnym momencie zakręciliśmy się tak, że ani w jedną ani w drugą i niestety musieliśmy złamać przepisy...Na domiar złego, gdy już zobaczyliśmy pensjonat, nie było możliwości zaparkowania samochodu, więc postanowiliśmy w końcu zostawić auto na płatnym parkingu, zwiedzić miasto i ruszyć dalej. W związku z tym o Braszowie niestety nie mogę wiele napisać. Zwiedzanie w strugach deszczu nie należy do najprzyjemniejszych. Czarny kościół udało nam się zobaczyć jedynie z zewnątrz, bo był już zamknięty. Obejrzeliśmy rynek, dom Hirschera (coś w rodzaju krakowskich sukiennic), ratusz oraz cerkiew zaśnięcia NMP, do której przechodzi się przez bramę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem byliśmy już na tyle zmoknięci, że mieliśmy dosyć zwiedzania i postanowiliśmy wrócić do samochodu. Udało nam się dojechać do Sinai i tutaj znaleźliśmy kwaterę prywatną (80 RON za 2 os). Wieczorem spróbowaliśmy nowej ciorby pastarica (bo każdego dnia, jeśli jest taka możliwość, próbujemy inną zupkę) i wyczekanej długo palinki, która przyjemnie nas rozgrzała od środka :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-9065401131550870387?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/9065401131550870387/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=9065401131550870387&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/9065401131550870387'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/9065401131550870387'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/09/rumunia-6-sierpnia-2009.html' title='Rumunia: 6 sierpnia 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBrZsz4pII/AAAAAAAALEM/KINogkLDJhw/s72-c/265.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-2223717193101346392</id><published>2009-09-07T18:23:00.004+02:00</published><updated>2010-08-22T03:11:07.780+02:00</updated><title type='text'>Rumunia: 5 sierpnia 2009</title><content type='html'>Rano dokończyliśmy nasz górski prowiant i ruszyliśmy w stronę Sighishoary. Pod drodze postanowiliśmy zwiedzić słynne kościoły warowne w miejscowości Mosna i Biertan. Niestety kościół w Mosnie był zamknięty, więc sfotografowaliśmy go jedynie z zewnątrz. Za to skoczna muzyczka wydobywająca się z głośników na głównej ulicy miasteczka wprawiła nas w dobry humor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy skręciliśmy na Biertan, Darek zaczął przeklinać drogę po miejscowych wertepach. Ogólnie przejazd przez wioski Transylwanii to osobna atrakcja. Trzeba uważać na to, co dzieje się na drodze. Wszędobylskie furmanki, ludzie spacerujący środkiem szosy, czy dzieciaki bawiące się na drodze to tutaj norma. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBmNiJGO6I/AAAAAAAALDs/_cXRBYl-45k/s1600/159.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 135px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBmNiJGO6I/AAAAAAAALDs/_cXRBYl-45k/s200/159.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508014726963411874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Trasa do Biertanu wkrótce bardzo się poprawiła i dość szybko dotarliśmy do celu. Warto było pokonać szutrową dróżkę, żeby się tu dostać. Naszym oczom ukazała się potężna warowna budowla na wzgórzu. Widać, że okoliczni mieszkańcy mieli się czego obawiać.&lt;br /&gt;Grube mury zdecydowanie robią wrażenie. Potężna konstrukcja kościoła sprawiła, że nie został on nigdy zdobyty.Wewnątrz można podziwiać XIV w. kościół z przepiękną kamienną amboną i średniowiecznymi stellami.&lt;br /&gt;Warto zwrócić uwagę na piękne drzwi prowadzące na zakrystię i ciekawy mechanizm zamka w drzwiach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pobliżu kościoła usytuowane są baszty, w których można podziwiać pozostałości fresków, rekonstrukcje chaty oraz płyty nagrobne miejscowych dostojników. Z murów kościelnych roztacza się piękny widok na czerwone dachy wioski i okoliczne wzgórza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBorf5FUII/AAAAAAAALD0/UA4NmC886r8/s1600/170.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBorf5FUII/AAAAAAAALD0/UA4NmC886r8/s200/170.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508017440778702978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z Biertanu wyruszyliśmy dalej już prosto do Sighishoary. Nocleg znaleźliśmy w pensjonacie Phoenix (120 RON/pok 2os). Do wzgórza zamkowego mamy pewnie jakieś 15 min spacerkiem, ale ponieważ jest środek sezonu, postanowiliśmy nie wybrzydzać. Jak się później okazało trafiliśmy rewelacyjnie - właścicielka traktowała nas jak prywatnych gości, a prysznic z masażem po trudach całodziennego zwiedzania wspominamy do dziś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpoczęliśmy chwilę i ruszyliśmy na podbój średniowiecznej Sighishoary. Już brama prowadząca do miasta robi wrażenie. Wybrukowane uliczki i kolorowe kamieniczki sprawiają, że klimat tego miejsca jest niepowtarzalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBo94jwpeI/AAAAAAAALD8/Mcsy1CiC0Gk/s1600/193.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBo94jwpeI/AAAAAAAALD8/Mcsy1CiC0Gk/s200/193.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508017756637799906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Szczególnie warta uwagi jest kamienica, w której na świat przyszedł słynny Drakula. Obecnie w środku mieści się restauracja, ale można na chwilę wstąpić do urządzonego na pierwszym piętrze saloniku. Obok domu Vlada Draculi mieści się urocza kamienica wenecka w kolorze seledynowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBpXdAjbnI/AAAAAAAALEE/Oaqclbu6S0A/s1600/207.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBpXdAjbnI/AAAAAAAALEE/Oaqclbu6S0A/s200/207.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508018195918974578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Interesujący jest również Kościół Narodzenia NMP należący do dominikanów, a w nim koniecznie trzeba zobaczyć kilkadziesiąt zachowanych kobierców i stalle w prezbiterium. Dalej można skierować się w stronę drewnianych zadaszonych schodów szkolnych prowadzących na wzgórze, gdzie mieści się liceum, kościół oraz cmentarz. W kościele na wzgórzu znajduje się ołtarz wykonany przez Jana Stwosza, syna Wita.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Schodząc ze wzgórza zajrzeliśmy do piwnicy Teo, gdzie można kupić domowej roboty palinkę i wino. Następnie błąkaliśmy się po wąskich uliczkach Sighishoary, a spacer zakończyliśmy pucharkiem pysznych lodów na rynku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-2223717193101346392?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/2223717193101346392/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=2223717193101346392&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/2223717193101346392'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/2223717193101346392'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/09/rumunia-5-sierpnia-2009.html' title='Rumunia: 5 sierpnia 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBmNiJGO6I/AAAAAAAALDs/_cXRBYl-45k/s72-c/159.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-4773771892067131201</id><published>2009-09-03T21:14:00.005+02:00</published><updated>2010-08-22T03:10:44.816+02:00</updated><title type='text'>Rumunia: 4 sierpnia 2009</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBkCkrTpYI/AAAAAAAALDU/iytaG7S6plw/s1600/097-1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBkCkrTpYI/AAAAAAAALDU/iytaG7S6plw/s200/097-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508012339641951618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rano postanowiliśmy dokończyć zwiedzanie Sybina, ponieważ czuliśmy pewien niedosyt. Błąkając się po Starówce, znaleźliśmy kilka cudnych zakamarków. Zwiedziliśmy też piękna cerkiew prawosławną, gdzie akurat odbywało się święcenie pokarmów. Mieliśmy więc okazję podziwiać piękny śpiew popa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwiedzanie uwieńczyliśmy kawą w kafejce na Piata de Huet. Jedyne, czego żałujemy, to fakt, ze z powodu remontu nie udało nam się odwiedzić muzeum farmacji, które wydawało nam się interesujące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z wielkim żalem opuszczaliśmy Sybin, który jest magicznym miasteczkiem. Czas jednak nieubłaganie biegnie do przodu, a na nas czeka jeszcze wiele ciekawych miejsc do zobaczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjeżdżając z Sybina skierowaliśmy się na Braszów, a następnie skręciliśmy w miejscowości Carta w drogę 7C bardziej znaną jako trasa transfogarfska. Szosę tę biegnącą przez góry Fogarskie wybudował Ceausescu rękoma kilku tysięcy żołnierzy, jako naoczny dowód możliwości technicznych Rumunii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBkdpVSdmI/AAAAAAAALDc/c9cbC8-hmkw/s1600/sk%C5%82adak+Fogarski-1_filtered.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 148px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBkdpVSdmI/AAAAAAAALDc/c9cbC8-hmkw/s200/sk%C5%82adak+Fogarski-1_filtered.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508012804748244578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rzeczywiście przejazd tą drogą obfituje we wrażenia zapierające dech w piersiach, szczególnie gdy opuszcza się już linię lasu. Serpentyny drogi wijące się na wysokości ponad 2 tys m npm zapewniają wspaniałe widoki i nie pozwalają się nudzić. Z pewnością droga ta wyda się bardziej sympatyczna pasażerom, niż ich kierowcy :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na samej górze w Balea Lac zatrzymaliśmy się na lunch, na który składał się przepyszny ser i kiełbasa domowej roboty, zakupione na przydrożnym straganie. Taki posiłek spożywany wprost na "skalnym stole" z widokiem na monumentalne góry i połyskujące w dole szmaragdowe jezioro smakuje lepiej, niż w pięciogwiazdkowej restauracji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posileni na ciele i duchu ruszyliśmy w dół, mając w planach odwiedziny w prawdziwej siedzibie Drakuli - Poienari. Droga do zamku ciągnęła nam się potwornie. Poienari nie znaleźliśmy na żadnej z map, które zabraliśmy ze sobą, więc nie mieliśmy pojęcia ile kilometrów górskimi serpentynami nas jeszcze czeka. W dodatku przed nami trafił się miłośnik delektowania się jazdą, który zmusił nas do utrzymywania prędkości 20-30 km/h bez jakichkolwiek szans na wyprzedzanie. Nie dziwię się więc irytacji mojego małża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBlQ2Wwx3I/AAAAAAAALDk/bIeV_q7wJtQ/s1600/148.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBlQ2Wwx3I/AAAAAAAALDk/bIeV_q7wJtQ/s200/148.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508013684417415026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mieliśmy już zrezygnować z dalszego przedzierania się przez góry, gdy wreszcie naszym oczom ukazały się posępne ruiny na szczycie wzgórza. Nikt nie uprzedził nas niestety, że do zamku wiedzie ok 1500 stromych schodów... Nagrodą za wytrwałość jest jednak wspaniały widok rozciągający się z góry. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Droga powrotna nie była już tak uciążliwa. Nawet górskie serpentyny pokonywaliśmy jakby szybciej. Nie spodziewaliśmy się, że po drodze czekać nas będą niespodziewane atrakcje. Nagle zza przydrożnego murku wyjrzały dwa małe niedźwiadki. Niestety z obawy przed rozgniewaną mamusią maluchów, która lada chwila mogła pojawić się w pobliżu, woleliśmy nie zatrzymywać się na sesję zdjęciową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspinaliśmy się wyżej i wyżej, a spalanie w samochodzie wciąż rosło. Najgorsze, że przy samym szczycie złapała nas ulewa i tempo pokonywania kolejnych kilometrów drastycznie spadło. Zresztą nie warto ryzykować - po drodze widzieliśmy przewróconego busa, który wyprzedził nas chwilę wcześniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy wreszcie dotarliśmy na dół, byliśmy już tak wykończeni, że znaleźliśmy  nocleg w pierwszej napotkanej wiosce i po kolacji udaliśmy się grzecznie na spoczynek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całą noc lało i co chwilę budziły nas pioruny. Całe szczęście rano pogoda była już znacznie lepsza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-4773771892067131201?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/4773771892067131201/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=4773771892067131201&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/4773771892067131201'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/4773771892067131201'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/09/rumunia-4-sierpnia-2009.html' title='Rumunia: 4 sierpnia 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBkCkrTpYI/AAAAAAAALDU/iytaG7S6plw/s72-c/097-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-7562596053275651077</id><published>2009-09-01T20:57:00.005+02:00</published><updated>2010-08-22T03:10:21.609+02:00</updated><title type='text'>Rumunia: 3 sierpnia 2009</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBi-BIoZhI/AAAAAAAALDE/63ajZkGOboc/s1600/067.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBi-BIoZhI/AAAAAAAALDE/63ajZkGOboc/s200/067.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508011161870165522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rankiem opuściliśmy gościnny pensjonat, żeby udać się do twierdzy, z której słynie miejscowość Alba Julia. Ze względu na brak drogowskazów, trochę się naszukaliśmy naszego celu. Mury twierdzy liczą sobie jedynie 12 km długości obwodu, więc można przeoczyć :))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W twierdzy obejrzeliśmy sobór koronacyjny i robiącą wrażenie katedrę św. Michała, gdzie spoczywa Izabela Jagiellonka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do twierdzy prowadzą cztery bramy, z których najbardziej okazała jest brama środkowa. Wejścia do niej strzegą wartownicy w strojach z epoki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej ruszyliśmy do Hunedoary, którą warto wciągnąć do planu zwiedzania ze względu na olbrzymi renesansowy zamek, do którego prowadzi drewniany most.&lt;br /&gt;Po drodze do zamku odwiedziliśmy miasteczko Orastie, gdzie planowaliśmy zobaczyć warowny kościół, a że ten był zamknięty przespacerowaliśmy się po miasteczku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBjG5_K1OI/AAAAAAAALDM/hOXrUCOZdcE/s1600/087.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBjG5_K1OI/AAAAAAAALDM/hOXrUCOZdcE/s200/087.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508011314570253538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W Hunedoarze złapała nas burza w momencie, gdy opuszczaliśmy zamek. Początkowo planowaliśmy przeczekać ją w sympatycznej knajpce  obok zamczyska, ale liche drewniane daszki nad stolikami nie zapewniłyby nam wystarczającej ochrony przed ulewą. ruszyliśmy więc dalej w kierunku Sybina. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drodze natknęliśmy się na olbrzymi, nie wiadomo czym spowodowany korek. Spędziliśmy 1,5h poruszając się w ślimaczym tempie, ale dzięki temu miałam czas, żeby skrobnąć tę relację na bieżąco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze kilka słów na temat ruchu drogowego. Drogi są z reguły w dobrym stanie. Problemem jest zamiłowanie lokalnej ludności do wyprzedzania, co też czynią nie zważając na warunki panujące na drodze. Efekty takich działań widywaliśmy w postaci aut rozbitych po zderzeniu czołowym na zakręcie. Innym hobby autochtonów jest wyprzedzanie niezależnie od bliskości samochodów jadących z przeciwka. Wielokrotnie zmuszeni byliśmy przez takich odważnych uczestników ruchu do ostrego hamowania. Ale ogólnie nie można narzekać, jeździ się tu w miarę dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBinphVmcI/AAAAAAAALC8/xuUIsmtJ9uA/s1600/093.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBinphVmcI/AAAAAAAALC8/xuUIsmtJ9uA/s200/093.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508010777574218178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie dotarliśmy do Sibiu. Znaleźliśmy miły pensjonacik "Pod czerwonym kogutem" bardzo blisko starówki (120 RON/ pok 2 os) i poszliśmy zwiedzać. Sybin to miasto z klimatem, na niewielkich ryneczkach funkcjonuje mnóstwo knajpek z ogródkami, a w bocznych uliczkach można znaleźć urocze kamieniczki. Zresztą nie bez powodu Sybin zyskał w 2007r miano stolicy kulturalnej Europy. Koniecznie trzeba przejść się przez most kłamców, na którym można sprawdzić prawdomówność towarzyszących nam osób :) Wart odwiedzenia jest także bulwar, przy którym usytuowane są mury miasta z kilkoma basztami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-7562596053275651077?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/7562596053275651077/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=7562596053275651077&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/7562596053275651077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/7562596053275651077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/09/rumunia-3-sierpnia-2009.html' title='Rumunia: 3 sierpnia 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBi-BIoZhI/AAAAAAAALDE/63ajZkGOboc/s72-c/067.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-1444641689483331174</id><published>2009-09-01T20:40:00.006+02:00</published><updated>2010-08-22T03:09:57.529+02:00</updated><title type='text'>Rumunia: 2 sierpnia 2009</title><content type='html'>Po śniadaniu ruszyliśmy dalej do miejscowości Cluj Napoka, gdzie zwiedziliśmy olbrzymi kościół św. Mateusza, pomnik Korwina i basztę krawców. Niedaleko baszty znaleźliśmy tajemniczo wyglądający kościół reformatorski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBcb__j46I/AAAAAAAALCc/JmL4CqMfvVM/s1600/034.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 218px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBcb__j46I/AAAAAAAALCc/JmL4CqMfvVM/s320/034.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508003980378366882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z Cluju skierowaliśmy się do Turdy. Tam odwiedziliśmy kopalnię soli. Już chcieliśmy z niej zrezygnować, ale Darek uparł się, że chce ją zobaczyć i to była właściwa decyzja. Przejście wąskim, drewnianym pomostem, pod którym rozpościera się przepaść wysokości trzynastu pięter było ekscytujące, choć nieco mroziło krew w żyłach. Zwiedzając kopalnie warto pamiętać o zabraniu ciepłej bluzy. Temperatury tam panujące to ok 12C.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBcmWH7N0I/AAAAAAAALCk/OKpu15ZyzGk/s1600/040.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 218px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBcmWH7N0I/AAAAAAAALCk/OKpu15ZyzGk/s320/040.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508004158117721922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po zwiedzeniu kopalni przemieściliśmy się do malowniczego wąwozu Turda. Niestety nie mieliśmy dość czasu, żeby przejść go do końca, ale wystarczająco, żeby nasycić się widokiem pionowych skalnych ścian, sięgających wysokości 300m. W dole wąwozu płynie potok, który dodaje jeszcze uroku temu miejscu. Warto zabrać ze sobą do wąwozu dobre obuwie. Ja w pewnym momencie ześlizgnęłam się na kamieniach i gdyby nie Darek, który mnie zdążył złapać, nie wiem, jakby się to skończyło.&lt;br /&gt;Trzeba dodać, że wąwóz jest rajem dla miłośników wspinaczki i paraglidingu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej pojechaliśmy do Alba Julia, po drodze zatrzymując się w Ajud, gdzie oglądaliśmy warowny kościół. Do Alba Julia dotarliśmy wieczorem. Zatrzymaliśmy się w całkiem fajnym pokoiku w pensjonacie Neptun tuz przy dworcu autobusowym. Pokój dwuosobowy ze śniadaniem (łazienka, klima i zamykany parking) kosztował nas 110 RON.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-1444641689483331174?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/1444641689483331174/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=1444641689483331174&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/1444641689483331174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/1444641689483331174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/09/rumunia-2-sierpnia-2009.html' title='Rumunia: 2 sierpnia 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBcb__j46I/AAAAAAAALCc/JmL4CqMfvVM/s72-c/034.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-4258007602065435521</id><published>2009-08-27T18:28:00.005+02:00</published><updated>2010-08-22T03:09:38.020+02:00</updated><title type='text'>Rumunia: 1 sierpnia 2009</title><content type='html'>Wyjechaliśmy z domu ok 3:30 rano i skierowaliśmy się na Rzeszów. Ok 10:00 przekroczyliśmy umowną granicę ze Słowacją w Barwinku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Droga przebiegała bez zakłóceń. Dopiero na granicy węgierskiej napotkaliśmy pierwszy problem z zakupem winietki. Padł system i stosowną opłatę udało nam się uiścić dopiero pod Miskolcem. Potem mogliśmy już swobodnie skorzystać z autostrady, która doprowadziła nas pod samą granicę rumuńską. A tam znowu winiety i znowu problem. Tym razem proceduralny. Okazało się,że w Rumunii istnieje bardzo skomplikowany system opłat za korzystanie z dróg. Aby uzyskać upragnioną winietkę trzeba przejść aż dwa okienka, co powoduje olbrzymie kolejki w przygranicznej budce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBXjZo3CWI/AAAAAAAALB8/Gk0mhJ1R71c/s1600/003.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 217px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBXjZo3CWI/AAAAAAAALB8/Gk0mhJ1R71c/s320/003.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5507998609963420002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie ok 17 dotarliśmy do Oradei. Bez problemu znaleźliśmy nocleg w bardzo przyjaznym pensjonacie Magic, trochę dalej od centrum (15 min spacerem) w cenie 110 RON/pok 2os ze śniadaniem. &lt;br /&gt;Wieczorem wybraliśmy się na zwiedzanie miasta. W centrum można znaleźć kilka interesujących architektonicznie budowli. Szczególnie sympatyczny jest Pasaż Orła w samym centrum miasteczka, gdzie usytuowane są kawiarenki.&lt;br /&gt;Trochę dalej od głównego placu, za rzeką, w okolicach teatru narodowego zaczyna się deptak, przy którym można podziwiać piękne, choć nieco zaniedbane kamienice i ewentualnie coś przekąsić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-4258007602065435521?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/4258007602065435521/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=4258007602065435521&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/4258007602065435521'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/4258007602065435521'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/08/rumunia-1-sierpnia-2008.html' title='Rumunia: 1 sierpnia 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/THBXjZo3CWI/AAAAAAAALB8/Gk0mhJ1R71c/s72-c/003.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-9143464869138128148</id><published>2009-07-28T19:43:00.007+02:00</published><updated>2009-07-30T22:16:50.099+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Egipt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><title type='text'>Egipt: 20 marca 2009</title><content type='html'>Wybraliśmy się na safari Abu Galum mając nadzieję, że spotkamy naszego ulubionego przewodnika Piotrusia, ale odebrał nas spod hotelu Hassan, który okazał się być kamerzystą naszej wyprawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drodze mieliśmy okazję podziwiać piękne góry Synaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH-apn2foI/AAAAAAAAIFQ/7Y7xI9CvtrE/s1600-h/sza%C5%82as.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 217px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH-apn2foI/AAAAAAAAIFQ/7Y7xI9CvtrE/s320/sza%C5%82as.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364348364978028162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wkrótce zjechaliśmy z asfaltu i po wertepach skierowaliśmy się do jednej z wiosek beduińskich. Aż trudno uwierzyć, że można mieszkać w takich warunkach. Nędzne lepianki pośród góry śmieci, w których grzebią stada kóz, wyraźnie kontrastują ze stojącymi obok toyotami i antenami satelitarnymi. Udało nam się również przyuważyć stado bocianów, które na pustyni, stanowiły osobliwy jak dla mnie widok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH-4WxG1LI/AAAAAAAAIFg/s8btSMsVQqE/s1600-h/wielbki+na+pustyni.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH-4WxG1LI/AAAAAAAAIFg/s8btSMsVQqE/s320/wielbki+na+pustyni.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364348875312649394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W wiosce mieliśmy chwilę czasu, żeby delektować się herbatką miętową, spoczywając na otomanach w cieniu namiotu. Oczywiście po chwili otoczyły nas dzieciaki, jak zwykle łase na słodycze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH-sQQzr5I/AAAAAAAAIFY/-Ii29Z9ZMbY/s1600-h/na+pustyni.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 219px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH-sQQzr5I/AAAAAAAAIFY/-Ii29Z9ZMbY/s320/na+pustyni.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364348667408134034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kiedy mieliśmy ruszać dalej, nasz przewodnik Sam zaproponował nam przejażdżkę na dachu samochodu. Początkowo myślałam, że żartuje, ale okazało się, że tak właśnie będzie wyglądała nasza dalsza podróż przez pustynię. Wbrew wcześniejszym obawom było fantastycznie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH_ERy8iNI/AAAAAAAAIFo/LP34l0yGkCU/s1600-h/na+dachu.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 217px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH_ERy8iNI/AAAAAAAAIFo/LP34l0yGkCU/s320/na+dachu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364349080136616146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wkrótce znaleźliśmy się w Dahabie, skąd wyruszyliśmy do Abu Galum i Blue Hole. Trochę zmroził nas widok tablic upamiętniających nurków, którzy zginęli w tym miejscu. Całe szczęście my w planach mieliśmy jedynie bezpieczny snoorkling :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kąpieli zjedliśmy pyszny lunch, a potem każde z nas dosiadło swojego wielbłąda. Mój zwierzak był uroczy i lubił, jak go głaskałam po szyjce. Za to wielbłąd Darka zdawał się nieco zagubiony, albo zsuwał się ze zbocza, albo wpychał na inne wielbłądy.&lt;br /&gt;Stwierdziłam, że mogłabym w ten sposób podróżować, jednak Darek zupełnie nie podzielał mojego entuzjazmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH_bTQCzcI/AAAAAAAAIF4/3NhtSqJWMJ0/s1600-h/Wielb%C5%82%C4%85d.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 219px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH_bTQCzcI/AAAAAAAAIF4/3NhtSqJWMJ0/s320/Wielb%C5%82%C4%85d.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364349475664088514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W drodze powrotnej do Sharmu próbowałam z Samem zweryfikować moją znajomość kilku słów arabskich, których nauczyłam się podczas wycieczki do Maroka. Podczas naszej rozmowy wyszło między innymi, że słowo "łacha" w Egipcie nie oznacza tego samego, co w Maroku, czyli OK. Według Sama Marokańczycy nie mówią po arabsku. Ciekawe jest to, że we wszystkich innych krajach muzułmańskich to samo mówią o Egipcjanach :))&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-9143464869138128148?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/9143464869138128148/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=9143464869138128148&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/9143464869138128148'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/9143464869138128148'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/07/egipt-20-marca-2009.html' title='Egipt: 20 marca 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH-apn2foI/AAAAAAAAIFQ/7Y7xI9CvtrE/s72-c/sza%C5%82as.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-8326440091418800730</id><published>2009-07-28T18:53:00.007+02:00</published><updated>2009-07-30T22:09:46.952+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Egipt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><title type='text'>Egipt: 15  i 16 marca 2009</title><content type='html'>Przez dłuższy czas nie było okazji, żeby zasiąść przed kompem i kontynuować wspomnienia z egipskiej przygody, ale postaram się odtworzyć resztę wrażeń na podstawie zapisków z wycieczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień 15 marca postanowiliśmy spędzić na plaży, podziwiając rafę koralową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH641W9KDI/AAAAAAAAIEA/ZcHjUh4wnOU/s1600-h/moto-spado.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH641W9KDI/AAAAAAAAIEA/ZcHjUh4wnOU/s320/moto-spado.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364344485477951538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; Mimo, że później podczas wycieczek pływaliśmy w parku narodowym Ras Mohamed, stwierdziliśmy na koniec, że na naszej plaży hotelowej była największa różnorodność ryb. Widzieliśmy piękne papugoryby, mieniące się wszystkimi kolorami tęczy, żółto-czarne butterfly fishes, ryby "moro" (nazywane tak przez nas dzięki barwom przypominającym wojskowy strój), rybki z antenkami na głowie, ryby kamienne, "patyczaki", a nawet udało nam się wypatrzeć płaszczkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH7Lkae5hI/AAAAAAAAIEI/f65-_6GgZBE/s1600-h/RAS.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 218px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH7Lkae5hI/AAAAAAAAIEI/f65-_6GgZBE/s320/RAS.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364344807346857490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Okazało się, że na plaży kwitnie w najlepsze biznes, którego nie powstydziłby się renomowany salon masażu, można też od ręki zrobić sobie tatuaż, albo wykupić wycieczki fakultatywne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po powrocie z plaży udało nam się wreszcie zmienić pokój. Cóż za ulga! Wreszcie pozbyliśmy się wszechobecnego smrodu, a zyskaliśmy olbrzymie łóżko oraz fajny widok na shisha bar i basen. Nie zdążyliśmy jednak nacieszyć się nowym lokum, bo po północy uzbrojeni w poduszki wyruszyliśmy w podróż do Kairu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Noc spędzona w autokarze nie należy do naszych najlepszych wspomnień. W żaden sposób nie mogliśmy się ułożyć wygodnie. Jednak udało nam się złapać trochę snu. Przed nami był cały dzień intensywnego zwiedzania. Darek załapał się na wschód słońca na pustyni, który ja beztrosko przespałam. Wrażenie podobno jest niesamowite. Nagle z egipskich ciemności  w ciągu kilku minut robi się zupełnie widno. Zachód słońca wygląda zresztą podobnie, jakby ktoś nagle zgasił żarówkę. I to już mogę potwierdzić własnymi doświadczeniami :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH7jAhCz3I/AAAAAAAAIEQ/VvPrnNYeP5o/s1600-h/PUSTYNIA.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 217px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH7jAhCz3I/AAAAAAAAIEQ/VvPrnNYeP5o/s320/PUSTYNIA.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364345210027560818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Do Kairu dotarliśmy trochę po 7 rano. Pierwszym przystankiem było muzeum kairskie. Tutaj mogliśmy podziwiać piękne sarkofagi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH78PrJInI/AAAAAAAAIEY/esIAqLVJuqU/s1600-h/muzeum.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH78PrJInI/AAAAAAAAIEY/esIAqLVJuqU/s320/muzeum.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364345643593179762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dowiedzieliśmy się dlaczego pozostałością po faraonach są piramidy, a nie pałace. Egipcjanie nie dbali bowiem o życie doczesne, wychodząc z założenia, że prawdziwa egzystencja zaczyna się dopiero po śmierci. Odkryliśmy, że bumerang prawdopodobnie nie pochodzi z Australii, lecz z Afryki. no chyba, że faraonowie utrzymywali kontakty towarzyskie z Aborygenami. Kolejną niespodzianką był dla nas fakt, że "japonki" wcale nie pochodzą z kraju kwitnącej wiśni. Całkiem udane modele tego obuwia zdobiły nogi starożytnych władców Egiptu. Powinny więc zwać się faraonkami :)) Oglądaliśmy również polowe łóżko składane z zawiasami, które nie różnią się od tych stosowanych obecnie Jednymi z wielu eksponatów były również prezerwatywy i majty Tutenchamona. Ogromne wrażenie na zwiedzających robi maska pośmiertna wspomnianego wyżej władcy oraz jego tron. Oba przedmioty wykonano z ogromną dbałością o szczegóły i cóż tu wiele mówić, po prostu urzekają swoim pięknem.&lt;br /&gt;Niesamowite wrażenie robią również mumie zwierząt i ludzi. Zaskakujące, że przez tyle tysięcy lat zachowały się zmumifikowane zwierzaki, a spod bandaży wystawała widoczna sierść i pazury. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH8QzEFFhI/AAAAAAAAIEg/XfDc9iwwLPc/s1600-h/na+nilu.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 217px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH8QzEFFhI/AAAAAAAAIEg/XfDc9iwwLPc/s320/na+nilu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364345996690396690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po zwiedzeniu muzeum wsiedliśmy na statek, którym ruszyliśmy na rejs po Nilu. Stąd roztaczał się  widok na rezydencje bogatych Egipcjan, które mocno kontrastowały ze slamsami usytuowanymi na cmentarzu. Takie miejsce zwane "miastem umarłych" widzieliśmy wjeżdżając do Kairu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH8lZS5csI/AAAAAAAAIEo/slNftAOfpyM/s1600-h/na+%C5%82ajbie+na+nilu.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 218px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH8lZS5csI/AAAAAAAAIEo/slNftAOfpyM/s320/na+%C5%82ajbie+na+nilu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364346350550479554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po obiedzie skierowaliśmy się do Gizy. Piramidy wywarły na nas piorunujące wrażenie. Niesamowicie musiały wyglądać za czasów starożytnych, kiedy ich powierzchnia była gładka  i cała pokryta hieroglifami. Podobno gdyby spisać taki tekst,  można byłoby utworzyć księgę z dziesięcioma tysiącami stron.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH80CA7jCI/AAAAAAAAIEw/YSLbgtYT-bs/s1600-h/Piramida_filtered.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 217px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH80CA7jCI/AAAAAAAAIEw/YSLbgtYT-bs/s320/Piramida_filtered.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364346601999141922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wejście do piramid kosztuje ogromne pieniądze, ale jak wiadomo- Polak potrafi. Dotarliśmy do małej piramidy na tyłach kompleksu, gdzie ze strażnikiem dogadaliśmy wejście do wnętrza za 1 LE.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH9CNoMTRI/AAAAAAAAIE4/8YDnCxSS3GI/s1600-h/obraza-1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH9CNoMTRI/AAAAAAAAIE4/8YDnCxSS3GI/s320/obraza-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364346845634776338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pod piramidami należy uważać na beduinów z wielbłądami. Nie wolno dawać im do ręki aparatów fotograficznych, bo za ich zwrot potrafią zażądać bajońskich sum. W ogóle lepiej nie wdawać się z nimi w dyskusje, bo zdaje się nie należą do najuczciwszych. Ponoć zdarzały się przypadki wywożenia turystów za piramidy na pustynię i okradania ich, a jak wiadomo utrata paszportu w Egipcie to spory kłopot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH9TvI719I/AAAAAAAAIFA/PBJXlVARGzk/s1600-h/Policaj.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 220px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH9TvI719I/AAAAAAAAIFA/PBJXlVARGzk/s320/Policaj.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364347146688255954" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kolejny przystanek zrobiliśmy sobie przy Sfinksie. Ta monumentalna budowla powstała podobno dlatego, że faraon chciał wyburzyć skałę zasłaniającą widok na jego piramidę. Jego budowniczy zaproponował jednak wykucie w tej skale wizerunku władcy o ciele lwa, co miało symbolizować jego siłę. Sfinks nie posiada już nosa, ale jest to podobno znak czasu, a nie, jak twierdzą niektórzy, efekt wystrzału z armaty napoleońskiej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH9iiEy6CI/AAAAAAAAIFI/57JzYkbanf0/s1600-h/sfinks.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 218px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH9iiEy6CI/AAAAAAAAIFI/57JzYkbanf0/s320/sfinks.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364347400879269922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście po pożegnaniu ze Sfinksem musieliśmy zaliczyć sklep z perfumami i papirusem, ale po całym dniu na słońcu miło było usiąść na chwilkę w klimatyzowanym pomieszczeniu i łyknąć orzeźwiającą herbatkę miętową. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Droga powrotna do Sharmu była równie męcząca. Spaliśmy w autokarze niewiele. Całe szczęście ok. 1 w nocy dotarliśmy do hotelu. I tylko żal nam było, że ze względu na zamachy terrorystyczne, które miały miejsce kilka dni wcześniej nie udało nam się zobaczyć słynnego bazaru Chan al-Chalili.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-8326440091418800730?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/8326440091418800730/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=8326440091418800730&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/8326440091418800730'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/8326440091418800730'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/07/egipt-15-i-16-marca-2009.html' title='Egipt: 15  i 16 marca 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SnH641W9KDI/AAAAAAAAIEA/ZcHjUh4wnOU/s72-c/moto-spado.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-5974045277866010962</id><published>2009-04-23T20:18:00.011+02:00</published><updated>2009-04-24T05:50:01.461+02:00</updated><title type='text'>Egipt: 14 marca 2009</title><content type='html'>Dzisiaj wstaliśmy bardzo wcześnie, ze względu na wycieczkę, na którą się wybieraliśmy - Super Safari do klasztoru św. Katarzyny i Kolorowego Kanionu. Naszym środkiem transportu był jeep.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SfC_lHC-UkI/AAAAAAAAHow/BwJBSvqmT3I/s1600-h/jeep.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 218px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SfC_lHC-UkI/AAAAAAAAHow/BwJBSvqmT3I/s320/jeep.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5327969003446882882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Najpierw musieliśmy oczywiście zaliczyć zwyczajowy trick, nasz przewodnik próbował nas wkręcić, że trafiliśmy na inną wycieczkę , niż planowaliśmy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jeepie poznaliśmy Justynę, która przyjechała na własną rękę do Egiptu. Dawno nie spotkałam tak otwartej na innych ludzi osoby. Można było mieć wrażenie, że zna się ją od lat. Potem do naszego jeepa dosiadła się sympatyczna grupa i razem trzy godziny do rejonu Dahab upłynęły nam naprawdę szybko. W międzyczasie nasz przewodnik Piotruś opowiadał nam o okolicy i o historii klasztoru, do którego się zbliżaliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na miejscu okazało się, że w drugim jeepie nie mieli tyle szczęścia, co my, co do towarzystwa. Trafiła im się wariatka, która skutecznie psuła atmosferę. W klasztorze również awanturowała się odnośnie programu wycieczki. Problem w tym, że swoje emocje uzewnętrzniała w sposób nieakceptowalny dla reszty grupy. Najbardziej żal mi było przewodnika, który się starał i bardzo przejmował jej uwagami, a ona na każdym kroku chciała go poniżyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do klasztoru... Budowla pochodzi z VI w n.e. W klasztorze można obejrzeć studnię Mojżesza, krzew gorejący oraz przepiękne ikony. Do klasztoru przylega kostnica, w której umieszczane są szczątki mnichów. Trzeba zaznaczyć, że nasz egipski przewodnik, którego zwaliśmy Piotrusiem, wszystkie wiadomości przekazywał nam po polsku. Byliśmy zaskoczeni tym, ze nauczył się naszego języka w zaledwie trzy miesiące. Mówił naprawdę świetnie. Czasem tylko wtrącał fajne słowa typu "dzdzownica" zamiast "dzwonnica" :))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SfDBgj5wk_I/AAAAAAAAHo4/D8GH91mAjdI/s1600-h/Klasztor.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SfDBgj5wk_I/AAAAAAAAHo4/D8GH91mAjdI/s320/Klasztor.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5327971124316771314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Spod klasztoru ruszyliśmy w stronę Kolorowego Kanionu. Po drodze Justyna sygnalizowała potrzebę, która na pustyni jest raczej trudna do osiągnięcia, ze względu na brak krzaczków. Piotruś zatrzymał się nieopodal namiotów beduinów. Potrzebujący udali się za skałkę, a do nas przybiegły miejscowe dzieciaki. Brudne, zabiedzone, na bosaka, ale przy tym piękne, jak chyba wszystkie dzieci Afryki. Byliśmy całe szczęście przygotowani na takie oblężenie. Zabraliśmy ze sobą z Polski lizaki chupa-chups z zabawką. Widok radości i zachwytu na twarzach tych maluchów jest wart więcej, niż wygrana w totka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SfDCXuu8c7I/AAAAAAAAHpA/gPgc019quRs/s1600-h/negocjacje.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SfDCXuu8c7I/AAAAAAAAHpA/gPgc019quRs/s320/negocjacje.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5327972072117007282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Potem od Piotrusia dowiedzieliśmy się, że Ci biednie wyglądający ludzie wcale tacy biedni nie są... Podobno są oni handlarzami narkotyków i pomimo, że mają mnóstwo pieniędzy, żyją w namiotach na pustyni, korzystając jedynie z podstawowych sprzętów. Jakoś trudno mi w tę historię uwierzyć, ale taka była wersja naszego przewodnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie zjechaliśmy z asfaltu. Dopiero teraz kierowca pokazał, co potrafi. Posmakowaliśmy prawdziwej jazdy w terenie. Justyna dostała ataku śmiechu. Klimatu dodawał jeszcze egipski hicior, brzmiący jak dźwięki piły ręcznej. Ktoś, kto był w podobnym terminie w Egipcie zapewne wie, o której piosence mówię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcieliśmy jechać szybciej, ale Piotruś wyjaśnił nam, że kierowca ma cztery żony i szybciej nie może :)) W drugim jeepie jako kierowca jechał chyba kawaler, bo bez trudu nas wyprzedzał. Ale.....potem złapał gumę.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SfE2mJJL0mI/AAAAAAAAHqI/pr98Dkh1Z78/s1600-h/Kanion.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SfE2mJJL0mI/AAAAAAAAHqI/pr98Dkh1Z78/s320/Kanion.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328099863073378914" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wkrótce dotarliśmy do kanionu. Poczuliśmy się przez chwilę jak na Dzikim Zachodzie. Skały wyglądały bowiem podobnie do tych oglądanych w westernach.&lt;br /&gt;Niesamowite, co potrafi wyrzeźbić przyroda. Na ścianach znajdowaliśmy bajecznie kolorowe malowidła. Aż trudno było uwierzyć, że stworzone zostały przez piasek i wodę. Podczas górskiej wędrówki mijaliśmy przeróżne "sprzęty domowe" naturalnie utworzone w skale tj. krzesło, czy łóżko. W pewnym momencie dotarliśmy do miejsca, gdzie wąska dróżka zagrodzona została przez zwalone kamienie. Trzeba było przeciskać się przez wąską szczelinę, a potem zsunąć się na ziemię jakieś 2 metry. Bałam się, że zaklinujemy się w tym małym otworze, ale daliśmy radę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SfDDxhCxtEI/AAAAAAAAHpQ/xISlNj1aGA0/s1600-h/063.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 218px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SfDDxhCxtEI/AAAAAAAAHpQ/xISlNj1aGA0/s320/063.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5327973614630319170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kolejną przeszkodę stanowił zwalony wielki głaz. Panowie poradzili sobie jakoś metodą "rozporową", a panie lądowały jedna po drugiej u Darka na barana i w ten sposób transportowane były na ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod koniec wyszliśmy na szerszy płaski obszar, skąd mogliśmy zobaczyć nasze jeepy, stojące na szczycie bardzo wysokiego, prawie pionowego zbocza. Myśleliśmy, że Piotruś, żartuje, mówiąc, że właśnie tam musimy dotrzeć o własnych siłach. Wydawało się to zupełnie niemożliwe. Jednak jakoś, przemieszczając się po półkach skalnych udało nam się dotrzeć na miejsce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SfDEFyufcmI/AAAAAAAAHpY/lkqc4pCATUQ/s1600-h/067-1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 218px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SfDEFyufcmI/AAAAAAAAHpY/lkqc4pCATUQ/s320/067-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5327973962974458466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Potem zaliczyliśmy jeszcze przepyszny lunch w portowym miasteczku Nuweiba i po zwyczajowej wizycie w sklepikach ruszyliśmy w podróż powrotną do hotelu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-5974045277866010962?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/5974045277866010962/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=5974045277866010962&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/5974045277866010962'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/5974045277866010962'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/04/egipt-14-marca-2009.html' title='Egipt: 14 marca 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SfC_lHC-UkI/AAAAAAAAHow/BwJBSvqmT3I/s72-c/jeep.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-8371766688958351127</id><published>2009-04-19T11:16:00.007+02:00</published><updated>2009-04-19T17:45:58.103+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Egipt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>Egipt: 12 marca 2009</title><content type='html'>W Egipcie wylądowaliśmy ok 3:20 w nocy. Przywitał nas głos imama nawołującego z minaretu. Do pokoju hotelowego dotarliśmy po 5 rano. Byliśmy tak zmęczeni, że od razu padliśmy na łóżko. Dopiero rano rozejrzeliśmy się po pokoju. Nie mamy dużych wymagań, co do hoteli, w których się zatrzymujemy, ale tutaj standard powalił nas na kolana -grzyb na ścianach, wielka dziura w brodziku, cieknąca klima i umywalka, ale najgorszy był swąd wydobywający się z kanalizacji. Jednym słowem pokój, który z początku wydawał nam się atrakcyjny ze względu na bliskość basenu, o mało nie zepsuł nam przyjemności wakacji. Na dodatek okazało się, że hotel jest obłożony i nie ma możliwości zmiany pokoju. Sam hotel i jego otoczenie są bardzo atrakcyjne. Bardzo miła obsługa , mnóstwo fajnych zakamarków i przesmyków, mini zoo oraz nietypowa architektura stylizowana na wioskę beduińską sprawiają, że miło spędza się tam czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SetHA1DdRpI/AAAAAAAAHn0/4lWvJvnU7V8/s1600-h/Hotel.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 218px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SetHA1DdRpI/AAAAAAAAHn0/4lWvJvnU7V8/s320/Hotel.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326429063862896274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zresztą kiedy po kilku dniach udało nam się wreszcie uzyskać klucz do nowego pokoju, byliśmy w pełni usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;Pierwszy dzień spędziliśmy na orientacji w terenie. Znaleźliśmy bank, w którym udało się nam dokonać korzystnej wymiany funduszy wakacyjnych (zdecydowanie kurs jest lepszy w bankach niż w hotelach, jak się później okazało całkiem nieźle wyszliśmy również na korzystaniu z karty bankomatowej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem wybraliśmy się do Naama Bay. Naszym celem było przede wszystkim odnalezienie polskiego biura podróży Aaba Sharm, w którym planowaliśmy wykupić wycieczki fakultatywne. Instrukcje, jak tam dotrzeć, pracowicie odszukane w necie, zostawiliśmy oczywiście w domu. Okazało się, że na miejscu nikt nie potrafił wskazać nam właściwej drogi. Biuro zresztą jest tak ukryte, że sami nigdy byśmy tam nie trafili. W końcu trafiliśmy na sprzedawcę papirusów , który zaprowadził nas na miejsce. Udało nam się kupić wszystkie wycieczki dużo taniej niż u rezydenta, a w gratisie dostaliśmy wstęp na pokaz delfinów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sesh5Nl0VWI/AAAAAAAAHiU/W4h67m_dCiM/s1600-h/delfiny.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 218px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sesh5Nl0VWI/AAAAAAAAHiU/W4h67m_dCiM/s320/delfiny.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326388251080283490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wyszliśmy bardzo zadowoleni z sukcesu. Oczywiście pod biurem czekał na nas nasz znajomy sprzedawca, żeby zabrać nas do swojego sklepu. Nie było wyjścia, trzeba było zakupić papirus. Po wielkich targach kosztowało nas to jedyne dziesięć dolarów...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-8371766688958351127?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/8371766688958351127/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=8371766688958351127&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/8371766688958351127'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/8371766688958351127'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/04/egipt-12-marca-2009.html' title='Egipt: 12 marca 2009'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SetHA1DdRpI/AAAAAAAAHn0/4lWvJvnU7V8/s72-c/Hotel.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-9069430556135092733</id><published>2009-02-21T14:47:00.003+01:00</published><updated>2009-04-19T17:47:56.976+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maroko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>24 sierpnia 2008</title><content type='html'>W odróżnieniu od dnia poprzedniego postanowiliśmy zwiedzić doliny i niziny Maroka. Jako środek transportu wybraliśmy jeepa. Na początku powstało niezłe zamieszanie, ponieważ rezydentki sprzedały więcej biletów wycieczkowych, niż było miejsc w samochodach. Jak zwykle w takich sytuacjach podbramkowych polscy turyści nie potrafią stanąć na wysokości zadania, ale jakoś udało nam się załadować do jednego jeepa razem z naszymi znajomymi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy etap podróży okazał się, delikatnie mówiąc, nudny. Kawałek trasy nawet przespałam (upał robi swoje :)) i zaczęłam zastanawiać, się czy było warto wydawać tyle pieniędzy. Nie wiedziałam, że prawdziwe emocje są dopiero przed nami.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesysksIGHI/AAAAAAAAHnE/Fvtlwnd_wEY/s1600-h/Wioska.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesysksIGHI/AAAAAAAAHnE/Fvtlwnd_wEY/s320/Wioska.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326406725640132722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Najpierw zatrzymaliśmy się na plantacji bananów. Mieliśmy okazję zobaczyć, jak hoduje się te owoce i spróbowaliśmy świeżutkich bananów, które są małe i zielone, ale za to bardzo słodkie i pyszne.&lt;br /&gt;Już na samym początku doliny bananowej otoczyły nas dzieciaki, proszące o drobne i wciskające nam na ręce bransoletki z bananowca. Dobrze, że mieliśmy ze sobą zapas cukierków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieci Afryki są po prostu piękne. Jeden malec szczególnie przypadł mi do gustu, więc na pamiątkę dostał gwizdek z emblematami Polski. Nie posiadał się z radości, pokazując kolegom nową zdobycz. Kiedy siedzieliśmy już w jeepie, chłopiec podbiegł do mnie i podał mi bukiecik kwiatów oleandra z miętą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pożegnaliśmy plantację bananowców i wyruszyliśmy dalej w kierunku tzw małej Sahary. I tutaj się solidnie zawiodłam. Z pustynią nie miało to zbyt wiele wspólnego. Dookoła z każdej strony widać było zieleń, na tyle, że nawet trudno było zrobić zdjęcie, na którym załapałby się sam piasek. W naszej Łebie mamy lepszą pustynię:)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesyYMHuzRI/AAAAAAAAHm8/9fZa3sWvr8E/s1600-h/scorpions+man2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 219px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesyYMHuzRI/AAAAAAAAHm8/9fZa3sWvr8E/s320/scorpions+man2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326406375447645458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Za to spotkaliśmy tam ciekawego człowieka z przeróżnymi stworkami. Udało mi się zrobić sobie zdjęcie z kameleonem. Przełamałam też fobię wężową i mam fotkę z wężykiem na szyi. Fakt, że zwierz był mocno wystraszony i prawie się nie ruszał. Facet pokazywał nam też skorpiony. W dalszej części jeepowej podróży obejrzeliśmy imponującą imponującą tamę na rzece Massa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stwierdziliśmy, że o ile na początku nasz kierowca - dziadek nie wyglądał na chojraka, tak z każdym etapem wycieczki nabierał wigoru. Pokrzykiwał na innych kierowców "Jalla, jalla", co znaczy "jazda", a jak mu inni zajeżdżali drogę wykrzykiwał "sir, sir", czyli "odejdź, zjeżdżaj". Nauczyliśmy się też arabskiego słowa "Uacha" - OK&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sesx8rdk1gI/AAAAAAAAHm0/V216rXs2PZc/s1600-h/drzewo2_filtered.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 218px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sesx8rdk1gI/AAAAAAAAHm0/V216rXs2PZc/s320/drzewo2_filtered.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326405902824429058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Obiadek zjedliśmy w namiocie  nomadów na pustkowiu. Świetne miejsce. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że oczywiście rezerwacja była zrobiona na mniejszą ilość uczestników wycieczki i obsługa podzieliła chyba porcje...&lt;br /&gt;Po obiedzie ruszyliśmy do rezerwatu rzeki Massa. Normalnie jest to siedlisko najróżniejszych gatunków ptaków, ale oczywiście, jak zwykle przyjechaliśmy nie w sezonie. Za to sama rzeka jest urokliwa. Ma niesamowity, intensywnie zielony kolor i płynie w odwrotnym niż inne rzeki kierunku - od oceanu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnim przystankiem naszej wycieczki była plaża Sidi R'bat. Tutaj mogliśmy obejrzeć klify, wzburzony ocean, rozciągający się aż po horyzont oraz chatki rybaków wciśnięte w skałę. Podobno rybacy żyją tu dziesięć miesięcy w roku, mieszkając w tych, jakby w pośpiechu skleconych domostwach. Utrzymują się z tego, co złowią i znajdą na plaży, a w pozostałym czasie wolnym surfują. To się nazywa życie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sesy-1CthTI/AAAAAAAAHnM/hmUs32jF3Po/s1600-h/rybak1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 215px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sesy-1CthTI/AAAAAAAAHnM/hmUs32jF3Po/s320/rybak1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326407039267472690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pomoczyliśmy trochę nogi, pomęczyliśmy okoliczne psiaki i ruszyliśmy dalej. Ostatni odcinek drogi obejmował fragment trasy rajdu Paryż-Dakar. Poprosiliśmy kierowcę, żeby nas nie oszczędzał. No i się zaczęło. Rzucało nami niesamowicie. Nie raz każdy z nas przywalił głową w sufit. Ale zabawa była świetna!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-9069430556135092733?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/9069430556135092733/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=9069430556135092733&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/9069430556135092733'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/9069430556135092733'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/02/24-sierpnia-2008.html' title='24 sierpnia 2008'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesysksIGHI/AAAAAAAAHnE/Fvtlwnd_wEY/s72-c/Wioska.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-4262248749120735473</id><published>2009-02-21T12:15:00.001+01:00</published><updated>2009-04-19T16:13:33.314+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maroko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>23 sierpnia 2008</title><content type='html'>Jedną z większych atrakcji Maroka są tamtejsze góry. Na wycieczkę do Antyatlasu wybraliśmy się wczesnym rankiem. Miasto otulone było jeszcze gęstą mgłą. W autokarze udało mi się złapać krótką drzemkę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy przystanek zrobiliśmy sobie przy roślinie o nazwie, której nie jestem w stanie powtórzyć. W tym momencie wyjrzało słońce i już nie było mowy o spaniu. Za oknem zaczęły pojawiać się bowiem zapierające dech w piersiach górskie widoki. Najpierw zbocza gór pokryte były drzewami arganiowymi - typowy widok w Maroku. Dopiero gdy po krętych i wąskich dróżkach wspięliśmy się wyżej, na zboczach pojawiły się niesamowite głazy narzutowe z różowego granitu. Głazy te układają się w najprzeróżniejsze kształty, które podpowiada wyobraźnia. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Seswhzxc-iI/AAAAAAAAHmU/7QDJDoCjiNI/s1600-h/Kazba2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Seswhzxc-iI/AAAAAAAAHmU/7QDJDoCjiNI/s320/Kazba2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326404341687188002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po drodze odwiedzaliśmy berberyjskie wioski, które - wtopione w skały - z daleka wyglądają zupełnie nierealnie, wręcz bajkowo. Spacer po takiej wiosce również jest niesamowity, ponieważ w ciągu dnia na dróżkach nie ma żywej duszy. Jest po prostu zbyt gorąco, żeby wychodzić z domu. Rzeczywiście żar lał się z nieba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W połowie drogi stanęliśmy na lunch w miejscowości Tafraut.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesxBVe7WCI/AAAAAAAAHmc/0ujRj1Xhl2M/s1600-h/Czeka+Pan.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesxBVe7WCI/AAAAAAAAHmc/0ujRj1Xhl2M/s320/Czeka+Pan.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326404883312236578" /&gt;&lt;/a&gt; Po obiedzie, podczas którego spróbowaliśmy najlepszego jak dotychczas tadżinu z kurczaka z marynowanymi cytrynami, śliwkami i migdałami, rozpoczęliśmy powolny zjazd z gór Antyatlasu. Po drodze mijaliśmy nieliczne oazy z palmami i gajami oliwnymi. Zatrzymaliśmy się jeszcze, żeby zrobić zdjęcie malowniczego, bordowego meczetu. Tutaj zerwał się silny wiatr porywający piasek, więc szybko schroniliśmy się w autokarze. W samą porę, żeby uniknąć deszczu. Następnie ruszyliśmy w stronę Tiznitu, który słynie z wyrobu srebrnej biżuterii.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesxQJHY3cI/AAAAAAAAHmk/MxAF2CQSK_w/s1600-h/osio%C5%82ek.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 217px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesxQJHY3cI/AAAAAAAAHmk/MxAF2CQSK_w/s320/osio%C5%82ek.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326405137690320322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W miasteczku spotkałam malutkiego dzieciaczka, który wyciągnął do mnie rączkę, żeby się przywitać. Chciałam poczęstować go cukierkami, które miałam w plecaku.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesxcCGELwI/AAAAAAAAHms/D6g8ALc9U9w/s1600-h/750.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesxcCGELwI/AAAAAAAAHms/D6g8ALc9U9w/s320/750.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326405341964152578" /&gt;&lt;/a&gt; Błąd polegał na tym, że wyjęłam całą torebkę. Nagle, nie wiadomo skąd pojawiła się cała zgraja dzieciaków. Zrobiło się straszne zamieszanie, w pewnym momencie w ogóle nie wiedziałam juz co się dzieje, a torebka z cukierkami została mi po prostu wyrwana z ręki. Nauczyliśmy się już, że warto mieć w kieszeni kilka cukierków, a nie częstować całą torebką...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sklepie z biżuterią nie znalazłam nic ciekawego. Za to ceny powalające.&lt;br /&gt;Z Tiznitu już mniej ciekawą trasą wróciliśmy do Agadiru w rytmach muzyki marokańskiej, kubańskiej oraz klasycznej. Według naszego przewodnika zupełnie różnie odbieramy świat w zależności od muzyki, która nam towarzyszy. I chyba jest w tym sporo racji...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-4262248749120735473?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/4262248749120735473/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=4262248749120735473&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/4262248749120735473'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/4262248749120735473'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/02/23-sierpnia-2008.html' title='23 sierpnia 2008'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Seswhzxc-iI/AAAAAAAAHmU/7QDJDoCjiNI/s72-c/Kazba2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-274980763179837645</id><published>2009-01-21T19:32:00.001+01:00</published><updated>2009-04-19T16:07:39.297+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maroko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>22 sierpnia 2008</title><content type='html'>Będąc w Maroku nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności potargowania się na suku.&lt;br /&gt;Wybraliśmy się tam, nie mając szczególnego planu, co chcemy kupić. Tak jest chyba najlepiej - dać się porwać chwili, pozwolić się wciągnąć do jakiegoś sklepiku wykazując pozorny brak zainteresowania towarem. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesvkoydCbI/AAAAAAAAHl8/7xI-Irxp_rE/s1600-h/Lustra.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 218px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesvkoydCbI/AAAAAAAAHl8/7xI-Irxp_rE/s320/Lustra.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326403290766576050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Negocjować trzeba naprawdę twardo, włącznie z udawaniem, że kończy się negocjacje i wychodzi ze sklepu. W większości przypadków sprzedawca biegnie za kupującym, proponując lepszą cenę. Często dopiero po trzecim wyjściu udawało nam się uzyskać akceptowalną kwotę. Targowanie się to prawdziwy spektakl!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasze zakupy zaczęliśmy od małego tadżinka. Kupiliśmy również przyprawy, herbatę, szale, torbę. Oczywiście w wielu przypadkach stwierdziliśmy, że przy hotelu można było kupić taniej w sklepach "ze stałą ceną". No ale ile wtedy traci się radości i satysfakcji :) Czasem udawało nam się zbić cenę z 1400 na 150 dirhamów.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sesv2Cw7c0I/AAAAAAAAHmE/Bmjq-0KgQIc/s1600-h/Sprzedawca2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 217px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sesv2Cw7c0I/AAAAAAAAHmE/Bmjq-0KgQIc/s320/Sprzedawca2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326403589797278530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem podczas krótkiego spaceru po kolacji trafiliśmy na coś w rodzaju pchlego targu, gdzie nabyliśmy śliczny czajniczek do herbaty zbijając cenę z 250 na 100DHM. Najważniejsze, że trafił nam się prawdziwy, użytkowy przedmiot, a nie aluminiowy gadżet dla turystów. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SeswE7CKUmI/AAAAAAAAHmM/DfAzXy43kvU/s1600-h/Starszy+pan.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SeswE7CKUmI/AAAAAAAAHmM/DfAzXy43kvU/s320/Starszy+pan.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326403845420110434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A, zapomniałabym wspomnieć o wrażeniach z plaży. Po południu rozłożyliśmy ręczniki pośrodku wielkiego piasku i już wybieraliśmy się do wody, gdy nagle z namiociku obok wyłoniła się jakaś "tubylcza" głowa i zaczęła machać, żebyśmy przesunęli nasze rzeczy. Nie zrozumieliśmy ani słowa z nawoływań dobiegających od strony skleconego naprędce namiociku. Uznaliśmy jednak, że plaży jest pod dostatkiem i jeśli przeszkadzamy, to możemy przesunąć się lekko w bok. Osoba z namiociku widząc nasze poczynania machnęła jedynie na nas ręką i dała nam spokój.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za chwilę podszedł do nas pewien jegomość, który po angielsku poinformował nas, że w miejscu gdzie położyliśmy ręczniki za niespełna godzinę będzie ocean... To był szok, bo do granicy wody w tym momencie było dobre 100m. Miał jednak rację - chwilę później z szerokiej plaży pozostał jeno skrawek....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-274980763179837645?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/274980763179837645/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=274980763179837645&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/274980763179837645'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/274980763179837645'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/01/220801.html' title='22 sierpnia 2008'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesvkoydCbI/AAAAAAAAHl8/7xI-Irxp_rE/s72-c/Lustra.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-2404019078327079390</id><published>2009-01-18T17:31:00.001+01:00</published><updated>2009-04-19T16:03:17.751+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maroko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>21 sierpnia 2008</title><content type='html'>Dzisiaj popłynęliśmy na rejs po oceanie. Mieliśmy sporo obaw związanych z tą wycieczką, którą wykupiliśmy w lokalnym biurze podróży.&lt;br /&gt;W przeddzień wyjazdu, późnym wieczorem odbyliśmy nieoczekiwane spotkanie z pracownikami biura, którzy twierdzili, że nie możemy płynąć w zarezerwowanym terminie wybraną przez nas łódką. Po długich negocjacjach zgodziliśmy się na zmianę środka transportu, jednak lekki niepokój towarzyszył nam do rana. Okazało się, że nie potrzebnie, bo wszystko zostało zorganizowane bez zarzutu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypłynęliśmy. Najpierw wszyscy pozbyliśmy się koszulek, nastawieni na ostre opalanie, pomni słów rezydentki, że słońce operuje tutaj nawet gdy niebo jest zachmurzone. Jednak już po piętnastu minutach ubieraliśmy się we wszystko, co mieliśmy ze sobą. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesuvAl5wII/AAAAAAAAHls/ieJvc6NaMz8/s1600-h/Stateczki.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 217px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesuvAl5wII/AAAAAAAAHls/ieJvc6NaMz8/s320/Stateczki.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326402369443446914" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na pokładzie beztrosko wypiliśmy sobie piwko, gdy nagle nieopodal nas niespodziewanie padł pierwszy "paw". I tak się zaczęło. Załoga nie nadążała dostarczać pasażerom torebek foliowych. Nawet nasz dzielny kolega Adam poszedł za namową kapitana: "Let it go" :))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez strat pozostali jedynie Darek, Radek i ja. Gdy statek stanął chłopaki gorliwie zabrali się za łowienie lunchu. W tym czasie reszta załogi dogorywała w pozycji horyzontalnej na górnym pokładzie. Połów nie okazał się tak obfity, jak się spodziewaliśmy. Może po prostu trzeba trochę więcej wprawy, żeby łowić deseczką z nawiniętą na nią żyłką...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Darek był bliski sukcesu, ale jakimś cudem rybce udało się uwolnić.  Gdy poprosił kapitana o nowy materiał do zawieszenia na haczyku, używając żartobliwie polskiego słowa "przynęta", wzbudził salwę śmiechu. Okazuje się, że przynęta to w języku berberyjskim całkiem frywolne słowo :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo naszych miernych wyników wędkarskich udało się przygotować lunch. Kapitan zadbał o nasze głodne brzuszki i upichcił przepyszny posiłek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem jeszcze chwila kąpieli w oceanie dla chętnych (chociaż nie wiem jak można na ochotnika kąpać się przy takim zimnie) i wróciliśmy do portu.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesvDPsL1hI/AAAAAAAAHl0/FI5DYNZGcP8/s1600-h/Panowie+i+sieci2_filtered.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesvDPsL1hI/AAAAAAAAHl0/FI5DYNZGcP8/s320/Panowie+i+sieci2_filtered.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326402717093713426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-2404019078327079390?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/2404019078327079390/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=2404019078327079390&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/2404019078327079390'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/2404019078327079390'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2009/01/21-sierpnia-2008.html' title='21 sierpnia 2008'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesuvAl5wII/AAAAAAAAHls/ieJvc6NaMz8/s72-c/Stateczki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-5715123833035435039</id><published>2008-11-29T15:58:00.001+01:00</published><updated>2009-04-19T16:00:02.006+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maroko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>18 sierpnia 2008</title><content type='html'>Zwiedzamy Marakesz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temperatura już od rana jest ekstremalna. Czuję się śnięta i cały czas ziewam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wycieczkę zaczynamy od pięknego pałacu wezyra. Potem przez medynę przedzieramy się do grobowców Saddytów. Z zewnątrz oglądamy okazały meczet Kutubija, a następnie, również uliczkami medyny wędrujemy do apteki berberyjskiej. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sest11Axf6I/AAAAAAAAHlU/-doIsu4zHQQ/s1600-h/uliczka+w+Marakeszu1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 219px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sest11Axf6I/AAAAAAAAHlU/-doIsu4zHQQ/s320/uliczka+w+Marakeszu1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326401387082383266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tutaj mówiący po polsku aptekarz oferuje nam różne przyprawy, kremy i specyfiki na bazie olejku arganiowego. Kupujemy herbatkę miętową i dostajemy gratis berberyjskie myjki do peelingu :))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aptekarz śmiesznie mylił imbir z bimbrem, ale zaimponował nam bezbłędnie wypowiedzianym po polsku sformułowaniem: "krem na pękające naczynka".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zwiedzeniu apteki, już we własnym zakresie postanowiliśmy się nieco posilić.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesteJNMHGI/AAAAAAAAHlM/rMcX8sSVqbA/s1600-h/MOT%C3%93RY2_2-2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesteJNMHGI/AAAAAAAAHlM/rMcX8sSVqbA/s320/MOT%C3%93RY2_2-2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326400980186307682" /&gt;&lt;/a&gt; Uznaliśmy, że rezygnujemy z kafejek dla turystów i udaliśmy się wgłąb mediny.&lt;br /&gt;Znaleźliśmy lokalną knajpkę. Malutka kliteczka, sami miejscowi. Weszliśmy na piętro lokalu. Powiem szczerze - esteta nie wytrzymał by tam 30 sekund. Koszmarny zaduch, lepiący się stół, na podłodze walające się papiery. Naczynia płukane są w zimnej wodzie, bez żadnych detergentów i specjalnego zaangażowania pomywacza. Za to żarełko okazało się przepyszne. Zamówiliśmy wołowe szaszłyki z frytkami i pitą. Dawno nie jadłam tak fantastycznie przyprawionego mięska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ze względu na potworny upał zrezygnowaliśmy z dalszego zwiedzania i udaliśmy się do hotelu, gdzie resztę popołudnia spędziliśmy w basenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Podczas kolacji specjalnie się oszczędzaliśmy, ponieważ postanowiliśmy skosztować lokalnych specjałów na placu Jamma el Fna.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesuTeM9GVI/AAAAAAAAHlk/4MRLJM1LInk/s1600-h/G%C5%82owy+barana2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 248px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesuTeM9GVI/AAAAAAAAHlk/4MRLJM1LInk/s320/G%C5%82owy+barana2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326401896355535186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Próbowaliśmy między innymi opiekanej głowy barana. Sama potrawa nie należy może do spisu najwspanialszych dań świata, ale spożywanie jej wśród sympatycznych Marokańczyków ściśniętych razem z nami na ławeczce przy stole lepkim od tłuszczu, ma pewien urok.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-5715123833035435039?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/5715123833035435039/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=5715123833035435039&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/5715123833035435039'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/5715123833035435039'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2008/11/18-sierpnia-2008.html' title='18 sierpnia 2008'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sest11Axf6I/AAAAAAAAHlU/-doIsu4zHQQ/s72-c/uliczka+w+Marakeszu1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-5695764895811390255</id><published>2008-11-29T15:46:00.001+01:00</published><updated>2009-04-19T15:54:13.318+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maroko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>17 sierpnia 2008</title><content type='html'>Ten dzień poświęciliśmy na przejazd z Fezu do Marakeszu. Przejeżdżaliśmy przez pasmo Atlasu Średniego. Po drodze podziwialiśmy czerwone zbocza gór oraz namioty nomadów rozrzucone gdzieniegdzie w pobliżu drogi. Nomadzi to przybysze z głębi Afryki. Są bardziej smukli i wyżsi od Berberów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po południu dotarliśmy do Marakeszu. Hotelik super, z urokliwym małym basenikiem. Początkowo mieliśmy tylko drobny problem z pokojem. Okazało się, że dostaliśmy klucze do pokoju, który ktoś już zajmował... Całe szczęście udało się dokonać szybkiej zamiany.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SessrgeSMNI/AAAAAAAAHk0/a1efGTLFEtk/s1600-h/Plac4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 217px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SessrgeSMNI/AAAAAAAAHk0/a1efGTLFEtk/s320/Plac4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326400110258696402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem poszliśmy na plac Jamma el Fna. To niesamowite miejsce. W ciągu dnia jest to prawie opustoszały plac z niewielką ilością stoisk. Za to wieczorem miejsce to zamienia się w ogromną restaurację pod odkrytym niebem. Zewsząd dobiegają odgłosy bębnów, śpiewy. Cały plac jest niesamowicie oświetlony. Warto zajrzeć na taras jednej z okolicznych restauracji, aby obejrzeć to miejsce z góry.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sess8mQ34KI/AAAAAAAAHk8/bTF-oLxfjCs/s1600-h/Jamma.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 217px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sess8mQ34KI/AAAAAAAAHk8/bTF-oLxfjCs/s320/Jamma.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326400403870834850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na placu można spotkać artystów, kuglarzy, opowiadaczy bajek, panie oferujące wykonanie ornamentów henną na rękach i nogach. Nie udało nam się jedynie nigdzie znaleźć zaklinacza węży. To znaczy, że będziemy musieli tam kiedyś jeszcze wrócić...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-5695764895811390255?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/5695764895811390255/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=5695764895811390255&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/5695764895811390255'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/5695764895811390255'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2008/11/17-sierpnia-2008.html' title='17 sierpnia 2008'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SessrgeSMNI/AAAAAAAAHk0/a1efGTLFEtk/s72-c/Plac4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-7278737021917598079</id><published>2008-11-29T15:05:00.001+01:00</published><updated>2009-04-19T15:51:01.677+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maroko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>16 sierpnia 2008</title><content type='html'>Od rana zwiedzamy Fez. &lt;br /&gt;Rozpoczęliśmy od podziwiania panoramy starej części miasta z murów portugalskiej twierdzy usytuowanej na wzgórzu. Niesamowity jest widok IX-wiecznych budynków, niezmienionych od stuleci, w połączeniu z tysiącami anten satelitarnych. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sesq2lkYC-I/AAAAAAAAHkM/7j2NRioQFw4/s1600-h/anteny.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 221px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sesq2lkYC-I/AAAAAAAAHkM/7j2NRioQFw4/s320/anteny.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326398101581728738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze bardziej zachwycający jest spacer starymi uliczkami mediny, czasem tak wąskimi, że trzeba przykleić się do ściany budynku, aby przepuścić przechodzącego,obładowanego towarami osiołka. Zewsząd rozlegają się okrzyki: "Balak, balak, attencion". &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesrL4_F14I/AAAAAAAAHkU/h3VKEUygB9I/s1600-h/We%C5%82na+wielb%C5%82%C4%85da.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesrL4_F14I/AAAAAAAAHkU/h3VKEUygB9I/s320/We%C5%82na+wielb%C5%82%C4%85da.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326398467571308418" /&gt;&lt;/a&gt;Trzeba mieć oczy dookoła głowy, żeby nie zostać rozdeptanym lub stratowanym przez lawirujący w tłumie skuter.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwiedzanie zaczęliśmy od niebieskiej bramy i spożywczej części suku. Niektóre obrazki były dla nas lekko szokujące, np. baranie głowy wystawione na stoisku lub żywe kurczaki w klatce, zabijane na życzenie i w obecności kupującego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie odwiedziliśmy medresę Bu Inania i meczet Al Karawijin, fontannę Nadżdżarin oraz zawiję Mulaja Idrysa. Trudno cokolwiek napisać o uroku tych zabytków, trzeba tam po prostu być i zobaczyć na własne oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalsza część wycieczki obejmowała manufaktury. Mieliśmy okazję obejrzeć, jak wykonywane są mozaiki, talerze i ozdoby z brązu, dywany oraz apaszki. Trochę tego było, ale nie uważaliśmy (w odróżnieniu od co niektórych) czasu spędzonego w warsztatach za stracony. Największe wrażenie wywarły na nas garbarnie Chouwara.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesrlKf1G3I/AAAAAAAAHkc/PPYeMXB4qNQ/s1600-h/Garbarnia.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesrlKf1G3I/AAAAAAAAHkc/PPYeMXB4qNQ/s320/Garbarnia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326398901768756082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Weszliśmy na dach zakładu, skąd mogliśmy podziwiać średniowieczne kadzie i odbywający się w nich proces preparacji skór zwierzęcych. Garbowanie odbywa się w odchodach gołębich, w związku z tym w pobliżu garbarni panuje specyficzna atmosfera, której miała zapobiegać gałązka mięty wręczona nam przy wejściu przez właściciela sklepu z wyrobami skórzanymi. Może trudno w to uwierzyć, ale nam bardziej nieznośny wydawał się zapach proszku oliwkowego dodawanego do torfu w warsztacie ceramicznym. Tego smrodu nie da się opisać słowami.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesryKQG74I/AAAAAAAAHkk/2dJUAaax6s0/s1600-h/garbarnia+2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesryKQG74I/AAAAAAAAHkk/2dJUAaax6s0/s320/garbarnia+2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326399125041115010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po południu, mimo ostrzeżeń przewodniczki pozostaliśmy w medinie. Przez te trzy godziny samotnego włóczenia się zdołaliśmy zwiedzić więcej niż podczas całego dnia grupowej wycieczki. Widzieliśmy m.in meczet El Rsif, dom paszy Mahomeda Chergui, pałac Dar Batha oraz pięknie zdobione liceum artystyczne. &lt;br /&gt;Błąkaliśmy się w plątaninie dwóch tysięcy uliczek, czasem tak wąskich i niskich, że wyglądały raczej na jakieś tajemne przejścia. Nie zgadzamy się jednak z opinią, że w medinie łatwo jest się zgubić. Chociaż bardzo się o to staraliśmy, za każdym razem znajdowaliśmy się w pobliżu którejś  z licznych bram mediny, a stamtąd zawsze można wziąć taksówkę do hotelu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owszem poruszanie się po medinie w poszukiwaniu konkretnego celu, to rzeczywiście duża umiejętność. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SessJ8qZ1JI/AAAAAAAAHks/2hjzTA6K38c/s1600-h/dzieciaki.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SessJ8qZ1JI/AAAAAAAAHks/2hjzTA6K38c/s320/dzieciaki.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326399533710169234" /&gt;&lt;/a&gt;I tak kierując się drogowskazami dla turystów, mającymi doprowadzić nas do ogrodów, zapuściliśmy się w alejkę prowadzącą na jakieś podwórko. Zatrzymał nas mały chłopiec, który po francusku i na migi usiłował wytłumaczyć nam, że właśnie pakujemy się do jego domu. Zaprowadził nas tam, gdzie chcieliśmy, po drodze wskazując jeszcze kilka obiektów wartych odwiedzenia i na koniec skierował nas do odpowiedniej bramy. Nie doprowadził nas do samego wyjścia w obawie przed starszymi kolegami, którzy pozbawili by go drobnej zapłaty, którą od nas otrzymał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie, wbrew panującej opinii, w medinie jest raczej bezpiecznie. Raz tylko byliśmy świadkami nieprzyjemnego zajścia, związanego z wykonaniem przez turystę zdjęcia bez pozwolenia i próbą wyegzekwowania przez wkurzonego Marokańczyka wygórowanej opłaty. Skończyło się całe szczęście na dużej ilości krzyku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-7278737021917598079?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/7278737021917598079/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=7278737021917598079&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/7278737021917598079'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/7278737021917598079'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2008/11/16-sierpnia-2008.html' title='16 sierpnia 2008'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sesq2lkYC-I/AAAAAAAAHkM/7j2NRioQFw4/s72-c/anteny.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-6579497041034938067</id><published>2008-10-18T18:12:00.001+02:00</published><updated>2009-04-19T15:43:36.190+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maroko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>15 sierpnia 2008</title><content type='html'>Śniadanie i do autokaru. Żartowaliśmy sobie, że po wczorajszych kłótniach co niektórzy zrezygnują z porannego posiłku, żeby zająć z góry upatrzone pozycje w autokarze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed hotelem widzieliśmy fajna sytuację. Jakiś człowiek zamiatał ulicę ogromnym liściem palmowym. W ogóle obrazki uliczne są świetne. Wsiadanie i wysiadanie z autobusu miejskiego "w biegu" lub pakowanie do "grand taxi"(którym jest osobowy mercedes tzw. "beczka") sześciu osób+ kierowca, są tutaj na porządku dziennym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ruszyliśmy zwiedzać Rabat - stolicę Maroka.&lt;br /&gt;Najpierw udaliśmy się do pałacu królewskiego. Jest to piękna rezydencja, którą niestety można oglądać jedynie z zewnątrz. Dowiedzieliśmy się, że pomimo iż obecny król Mohamed VI posiada tylko jedną żonę, zobowiązany jest do utrzymywania haremu swojego ojca. Oczywiście zabronione jest fotografowanie zabudowań haremu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Interesującą sceną była zmiana warty przed pałacem. Wojsko wyluzowane, snuło się w formacji, którą trudno byłoby określić mianem zorganizowanej, karabiny zwisały im na rękach, jakby ważyły tonę. Ale najwięcej entuzjazmu wzbudził w nas widok, kiedy żołnierze zmieniający się pod drzwiami pałacu przekazywali sobie całuski i "przybijali piątki". Po prostu pełen luz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze jeden rzut oka na ogrody królewskie i jedziemy do Mauzoleum Hassana II. &lt;br /&gt;Mauzoleum jest pięknie zdobione wewnątrz, szczególnie sklepienie, ociekające złotem, zaprojektowane przez wietnamskiego artystę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Największe wrażenie wywarły na nas kolumny ustawione na placu przed mauzoleum, będące pozostałością meczetu zniszczonego podczas trzęsienia ziemi. &lt;br /&gt;Spod wieży Hassana udało nam się złapać piękną panoramę Rabatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem opuszczamy już stolicę Maroka, żeby skierować się w stronę Volubilis. Po drodze obserwujemy krajobrazy, które ulegają wyraźnej zmianie. W okolicach Rabatu jest znacznie więcej zieleni. Rozciągają się tu lasy eukaliptusowe i korkowe.&lt;br /&gt;W miarę, jak zbliżamy się do Volubilis pojawiają się kamienisto-piaszczyste wzgórza, które w porze wegetacyjnej stanowią pola uprawne i pokrywają się zielenią. Na razie są zaorane i przygotowane pod zasiew.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesqGbgUT7I/AAAAAAAAHj8/DwTYzg-tHGo/s1600-h/osio%C5%82ek+cz_b.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesqGbgUT7I/AAAAAAAAHj8/DwTYzg-tHGo/s320/osio%C5%82ek+cz_b.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326397274246631346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Parkujemy pod ruinami rzymskiego miasta i tu po raz pierwszy daje się odczuć afrykańskie słońce. Żar po prostu leje się z nieba. Opowiadania przewodnika - Salema, połączone z niespodzianką w rzymskim burdelu :)) są jednak na tyle interesujące, że półtorej godziny chodzenia po ruinach mija bardzo szybko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod Volubilis jemy lunch, znowu w bardzo drogiej restauracji (w okolicy nie ma jednak żadnej alternatywy, czasu też niewiele. Tym razem próbujemy kus-kusu. Smaczny, choć jak dla mnie trochę zbyt suchy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnym punktem programu jest Meknes - jedna ze stolic Maroka. Zwiedzamy tu bramę Bab al Mansur, której budowniczy został stracony, nie dokończywszy dzieła oraz stajnie królewskie,&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesqXlOqDUI/AAAAAAAAHkE/hJ08ML41d4k/s1600-h/324.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 217px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesqXlOqDUI/AAAAAAAAHkE/hJ08ML41d4k/s320/324.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326397568914689346" /&gt;&lt;/a&gt; w których Mulaj Ismail hodował tysiąc dwieście koni.&lt;br /&gt;Odbywamy też sympatyczne spotkanie z pewnym wielbłądem, który wydaje się być mocno czymś strapiony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejni władcy przenieśli stolicę do Fezu, przez co Meknes trochę podupadło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem dotarliśmy do Fezu i po zameldowaniu w hotelu udaliśmy się na nocną eskapadę po Fezie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-6579497041034938067?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/6579497041034938067/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=6579497041034938067&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/6579497041034938067'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/6579497041034938067'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2008/10/15-sierpnia-2008.html' title='15 sierpnia 2008'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesqGbgUT7I/AAAAAAAAHj8/DwTYzg-tHGo/s72-c/osio%C5%82ek+cz_b.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-1155396939136995828</id><published>2008-10-05T19:22:00.004+02:00</published><updated>2009-04-19T16:27:22.251+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maroko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>14 sierpnia 2008</title><content type='html'>Dzisiejszy dzień znowu zaczynamy od awantury. Powstała kwestia, czy siedzieć w autokarze należy tak , jak poprzedniego dnia, czy dozwolona jest zmiana miejsc. Nam akurat wszystko jedno, ale nawet od słuchania argumentów co niektórych współtowarzyszy podróży mogą puścić nerwy. Całe szczęście jest też kilka pozytywnie zakręconych postaci, które pozwalają wierzyć, że nie wszyscy przyjechali do Maroka w celu zaliczenia kolejnej orientalnej wycieczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obraliśmy kierunek - Rabat. Podczas pierwszego przystanku na popas próbowaliśmy zamówić sobie w knajpce naszą ulubioną herbatę miętową. Kelner niestety nie rozumiał ani słowa po angielsku. Ze względu na nasze braki lingwistyczne w kwestii języka francuskiego, rozmowa toczyła się na migi. Kelner pokazał nam cały asortyment znajdujący się w barze. Jakaż była nasza radość, gdy wreszcie doprowadziliśmy do obopólnego zrozumienia. Teraz już wiemy, jak prosić o herbatkę miętową po francusku: "Thee a la menthe, s'il vous plait" i wszystko jasne :) Ile to człowiek może się nauczyć podczas podróży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dotarliśmy do Al Dżadidy.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SespOIl9OPI/AAAAAAAAHj0/JmHNNDO6r68/s1600-h/Twierdza2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 217px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SespOIl9OPI/AAAAAAAAHj0/JmHNNDO6r68/s320/Twierdza2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326396307097336050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tutaj zwiedziliśmy urokliwą twierdzę portugalską oraz cysterny, które służyły do magazynowania wody w miasteczku. Wewnątrz panuje niesamowita atmosfera - półmrok, potężne kolumny i delikatna gra świateł wpadających gdzie niegdzie do wnętrza pomieszczenia.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sesm8IUS4pI/AAAAAAAAHjU/4vNO-CKnXl8/s1600-h/cysterna.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 220px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Sesm8IUS4pI/AAAAAAAAHjU/4vNO-CKnXl8/s320/cysterna.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326393798762357394" /&gt;&lt;/a&gt; Po drodze oglądaliśmy również pozostałości portugalskiego kościoła. &lt;br /&gt;Z górnej części twierdzy roztacza się piękny widok na całe miasteczko. Najciekawsze jest to, że w tych starych portugalskich domostwach nadal mieszkają ludzie. Połączenie rozsypujących się, odrapanych murów, zagraconych podwórek z licznymi antenami satelitarnymi na dachach jest naprawdę niesamowite.&lt;br /&gt;Szokujące dla nas były również skoki dzieciarni z kilkunastometrowych murów twierdzy do wody. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z żalem opuściliśmy Al Dżadidę i ruszyliśmy do Casablanki, po drodze mijając solanki, w których odzyskiwana jest sól morska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Casablanka to marokański kurort, do którego przyjeżdża wielu zamożnych Marokańczyków oraz turystów z innych krajów. W czasie naszego pobytu w swojej rezydencji w Casablance przebywał sam sułtan Arabii Saudyjskiej. Wiele rezydencji w najbogatszej dzielnicy tego miasta budowanych jest w stylu iście pałacowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe jest to, że w tego typu kurorcie bardzo utrudnione są kąpiele w oceanie. Dno jest tu skaliste, a fale na tyle wysokie, że stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia kąpiących się ludzi. Stąd w pobliżu plaży wybudowano wiele basenów ze słoną wodą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drodze na chwilę przystanęliśmy, żeby rzucić okiem na grobowiec Marabuta usytuowany na wyspie. Marabuci to tutejsi święci, którzy zasłużyli się specjalnie w spełnianiu zasad Koranu. Do miejsc ich pochówku lub do kapliczek im poświęconych odbywają się pielgrzymki wiernych.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesnTBLAn-I/AAAAAAAAHjc/XGbhN-Y13Vw/s1600-h/Kubba.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesnTBLAn-I/AAAAAAAAHjc/XGbhN-Y13Vw/s320/Kubba.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326394191981354978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dalsza część programu to zwiedzanie meczetu Hassana II. Budowla jest imponująca i warta obejrzenia również od wewnątrz. W środku może się modlić jednocześnie 25 tysięcy osób, a na placu przed meczetem dodatkowo 80 tys. Dach meczetu jest rozsuwany ze względu na brak klimatyzacji :))&lt;br /&gt;Oczywiście przed wejściem do środka należy zdjąć buty. Chodzenie na bosaka po marmurowych posadzkach to dość niecodzienne, ale przyjemne doznanie.&lt;br /&gt;Większość materiałów użytych do wybudowania meczetu pochodzi z Maroka. Jedynie biały marmur sprowadzony został z Włoch. Zdobienia kolumn są niezwykle misterne i wręcz zachwycające. W meczecie można odwiedzić również pomieszczenie przeznaczone do oblucji przed modlitwą. Jest to ogromna sala z mnóstwem fontann. Oczywiście osobna dla mężczyzn i dla kobiet. W pomieszczeniach tych odczuwalna jest wysoka wilgoć, pomimo słupów pokrytych specjalną mieszanką wapna, gliny, szarego mydła i żółtka, co ma w założeniu spełniać rolę pochłaniacza wilgoci - sprytne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W obrębie meczetu znajduje się również łaźnia, która nigdy nie doczekała się uruchomienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zwiedzeniu meczetu poczuliśmy głód, chociaż wcześniej zjedliśmy pysznego sandwicza z baraninką, oliwkami, cebulą i ostrym sosem. Wszystko nakładane niekoniecznie bardzo czystą ręką kelnera. Jak na razie jednak żadnych dolegliwości żołądkowych nie stwierdziliśmy, mimo że jak widać nie ograniczamy się z jedzeniem i stołujemy się często w ulicznych knajpkach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej ruszyliśmy już do Rabatu. Przebycie ok 100km zajęło nam 3h, ze względu na korek, który napotkaliśmy na autostradzie. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Ses0m0xxueI/AAAAAAAAHns/X1-cJ77Wlzo/s1600-h/Kastaniety.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Ses0m0xxueI/AAAAAAAAHns/X1-cJ77Wlzo/s320/Kastaniety.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326408825902840290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po kolacji wybraliśmy się do mediny na suk. Medina zaczynała się właściwie na przeciwko hotelu. Jednakże pokonanie głównej ulicy w Rabacie (najprawdopodobniej noszącej nazwę Hassana II lub Mohameda V :)) graniczy z cudem. Sposób w jaki Marokańczycy przedostają się na drugą stronę drogi pomiędzy jadącymi zewsząd samochodami i motorowerami przyprawia o zawrót głowy.&lt;br /&gt;Nasz sposób przejścia przez ulicę nazwaliśmy "na adopcję". Staraliśmy się przykleić do grupki Marokańczyków i razem z nimi przebrnąć przez cały ten komunikacyjny bałagan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na suku daliśmy się ponieść tłumowi. Zresztą wśród tej masy ludzi nie mieliśmy raczej innego wyjścia.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesnzgawEUI/AAAAAAAAHjk/dRu6G_jWMxc/s1600-h/Pan+i+indyk-1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesnzgawEUI/AAAAAAAAHjk/dRu6G_jWMxc/s320/Pan+i+indyk-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326394750124691778" /&gt;&lt;/a&gt; Na tutejszych bazarach można dostać wszystko od pierza i świeżych ziół, po gitary i suknie ślubne. Zewsząd dobywają się smakowite zapachy i mnóstwo różnego typu odgłosów - śpiewy, nawoływania muezina oraz sprzedawców, odgłosy warsztatów. Po drodze kupiliśmy garść daktyli oraz kilka owoców opuncji. Okazało się, że jesteśmy żałośni, jeśli chodzi o negocjacje. Początkowo nasz sposób targowania się to "na litość". Sprzedawcy widząc naszą bezradność machali ręką i sami spuszczali cenę. Potem, w miarę upływu naszej podróży wyrobiliśmy się i pod tym względem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O mały włos nie padliśmy też łupem naciągacza, który opowiedział nam wzruszającą historyjkę i próbował wyłudzić kilka euro. Jak widać od tej strony też musimy poznać Maroko.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-1155396939136995828?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/1155396939136995828/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=1155396939136995828&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/1155396939136995828'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/1155396939136995828'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2008/10/14-sierpnia-2008.html' title='14 sierpnia 2008'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SespOIl9OPI/AAAAAAAAHj0/JmHNNDO6r68/s72-c/Twierdza2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-3531406416673324473</id><published>2008-10-04T12:55:00.003+02:00</published><updated>2009-04-19T15:25:08.094+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maroko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>13 sierpnia 2008</title><content type='html'>Spaliśmy bardzo dobrze, mimo odgłosów ulicy dobiegających zza okna. Rano zadzwonił budzik. Spakowaliśmy się i ruszyliśmy na śniadanie.&lt;br /&gt;Niestety ze zdziwieniem zauważyliśmy towarzyszy podróży wyjeżdżających z walizkami z pokojów. Spojrzałam na zegarek. Była 8:30, a nie 7:30, jak myśleliśmy.&lt;br /&gt;No tak, przestawiliśmy wszystkie zegarki oprócz komórki, której używaliśmy jako budzika. Czyli dzień bez śniadania.&lt;br /&gt;Kolejny szok to pogoda. Przed hotelem przywitał nas deszcz i niebo zasnute chmurami - podobno w Polsce 30C i pełne słońce...&lt;br /&gt;Wsiedliśmy do autokaru i już przy wejściu rzuciła nam się w oczy pęknięta przednia szyba. W odpowiedzi na nasze wątpliwości usłyszeliśmy od marokańskiego kierowcy: "It's no problem". Zajechaliśmy jeszcze po naszych kolegów z hotelu Riad Karam i w drogę. Pierwszy przystanek zorganizowaliśmy sobie w punkcie widokowym na trasie Agadir - Essaouira. I tutaj dopiero mogliśmy docenić siłę oceanu. Wreszcie zobaczyliśmy duże fale. Widok z klifów - fantastyczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie zatrzymaliśmy się na herbatę w malutkiej miejscowości. Marokańska herbatka miętowa powoli staje się naszym ulubionym napojem. No i moje pierwsze zetknięcie z marokańską toaletą. Zero spłuczki, a o papierze toaletowym można sobie jedynie pomarzyć. Oczywiście obowiązuje pozycja "na narciarza", ale ogólnie jest czysto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ruszyliśmy dalej. Kolejny punkt programu to kozy akrobatki.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesjwRK3mxI/AAAAAAAAHik/-jtB_rF0htI/s1600-h/kozy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 218px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesjwRK3mxI/AAAAAAAAHik/-jtB_rF0htI/s320/kozy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326390296445426450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Te sprytne zwierzaki z braku innego pożywienia wspinają się na drzewka arganiowe w poszukiwaniu listków. Oczywiście wszystko odbywa się pod czujnym okiem pasterza, który zdołał kilkakrotnie zebrać od nas bakszysz :))&lt;br /&gt;Drzewka arganiowe to w rejonie Agadiru w zasadzie jedyna roślinność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie mijany przez nas krajobraz składa się z kamienisto-piaszczystych wzgórz o kolorze rdzy, z porozrzucanymi gdzieniegdzie wspomnianymi już drzewkami arganiowymi. Czasem po drodze mijaliśmy plantacje bananowców i kukurydzy.&lt;br /&gt;W pewnym momencie zobaczyliśmy busik po dachowaniu. Niestety był to samochód regularnych linii transportowych, więc pewnie wiózł jakichś ludzi....&lt;br /&gt;Jak już wspominałam Marokańczycy jeżdżą jak szaleni i nie przestrzegają żadnych zasad ruchu drogowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dotarliśmy do Essaouiry, przepięknego miasteczka położonego na brzegu oceanu.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SeskWDMyhbI/AAAAAAAAHis/Ly4xV6kUqPU/s1600-h/hiplajba.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SeskWDMyhbI/AAAAAAAAHis/Ly4xV6kUqPU/s320/hiplajba.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326390945530414514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Essaouira składa się z trzech dzielnic - portugalskiej, żydowskiej i muzułmańskiej.&lt;br /&gt;Zwiedziliśmy twierdzę wybudowaną przez Portugalczyków. Przez otwory armatnie można było obserwować wzburzony ocean. Essaouira to wietrzne miasto. Nie sądziłam, że zmarznę w Afryce :))&lt;br /&gt;Następnie zagłębiliśmy się w wąskie uliczki mediny, gdzie mijaliśmy maleńkie warsztaciki rzemieślnicze oraz urokliwe, kolorowe sklepiki.&lt;br /&gt;W pewnym momencie p. Kasia zaproponowała przystanek na lunch. Zjedliśmy nasz pierwszy tadjin. Pycha!!! Tadjin to mięso z warzywami gotowane kilka godzin w specjalnym naczyniu o tej samej nazwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po obiedzie postanowiliśmy skorzystać z czasu wolnego i zgubić się w uliczkach mediny. Udało się. W pewnym momencie znaleźliśmy się w opustoszałej uliczce z niziuteńkim przejściem. Ostrożność pokonała żądzę przygód i postanowiliśmy zawrócić. Był to nasz drugi dzień w Maroku, nie wiedzieliśmy jeszcze, że jest to kraj przesympatycznych ludzi i że można czuć się w nim zupełnie bezpiecznie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem spotkaliśmy Marokańczyka, z którym odbyliśmy krótką pogawędkę zmierzającą oczywiście do dokonania zakupów w jego sklepie. Po raz kolejny Darek mało nie stracił swojej ulubionej czapki, za którą nasz Marokańczyk oferował mu tuareskie nakrycie głowy. Taką samą sytuację odnośnie próby odkupienia Darka czapki mieliśmy w Turcji. Być może jest to jakiś szczególny sposób nawiązywania znajomości :)&lt;br /&gt;Nasz rozmówca pochwalił się również, że jest poliglotą , ale jednocześnie wyraził żal z powodu nieznajomości języka polskiego ze względu na niezbyt imponującą liczbę Polaków docierających do Maroka. &lt;br /&gt;No i jeszcze przemiły Marokańczyk doradził nam kilkudniowy wypad na pustynię w celu poprawy karnacji. Musimy chyba bardzo straszyć białością...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej już bez przystanków ruszyliśmy do Safi. Tutaj połaziliśmy po twierdzy portugalskiej i po lokalnym suku. Udało nam się spotkać miejscowego roznosiciela wody,&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesmGr10LDI/AAAAAAAAHjE/vfnVuUyyuoo/s1600-h/No%C5%9Bnik+wody.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 220px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesmGr10LDI/AAAAAAAAHjE/vfnVuUyyuoo/s320/No%C5%9Bnik+wody.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326392880585255986" /&gt;&lt;/a&gt; który jest niezwykle barwną i godną uwiecznienia na fotografiach postacią. Co najdziwniejsze nie stanowi on jedynie elementu folkloru, a instytucja roznoszenia wody rzeczywiście funkcjonuje i ma się dobrze. &lt;br /&gt;Na bazarze spotkaliśmy też chłopaka grającego na bębenkach, którego też (oczywiście za jego zgodą) udało nam się sfotografować. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak nie wszyscy byli równie zadowoleni z poznawania berberskiej kultury. Podniosły się głosy, że za mało zwiedzamy, że chodzimy tylko po bazarach, że pilotka wzięła pieniądze za wstępy, a my nigdzie nie wstępujemy.&lt;br /&gt;Oczywiście "krzykacze" nie wzięli pod uwagę faktu, że suki to tutaj element kultury i warto je odwiedzać, chociażby dlatego, żeby zobaczyć i zrozumieć, jak żyje tutejsza ludność. Poza tym większość miejsc wartych odwiedzenia znajduje się w medynach.&lt;br /&gt;Ech, nie ma to jak na wszystko narzekać - takie typowo polskie zachowanie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-3531406416673324473?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/3531406416673324473/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=3531406416673324473&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/3531406416673324473'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/3531406416673324473'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2008/10/13-sierpnia-2008.html' title='13 sierpnia 2008'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SesjwRK3mxI/AAAAAAAAHik/-jtB_rF0htI/s72-c/kozy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4230648636942308854.post-8074540659033862769</id><published>2008-09-30T20:25:00.002+02:00</published><updated>2009-04-19T16:24:39.962+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maroko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>12 sierpnia 2008</title><content type='html'>Pierwszy dzień wakacji powitał nas słoneczkiem.&lt;br /&gt;Wstaliśmy wcześnie i bez większych problemów dotarliśmy na lotnisko. Odprawa przebiegała bardzo sprawnie - o godz 9:30 szybowaliśmy już w stronę Maroka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na miejscu samolot podkołował pod same drzwi portu lotniczego w Agadirze. Po wyjściu z samolotu powitał nas specyficzny zapach Afryki. No i pierwsze zdziwienie - wcale nie jest tak bardzo gorąco - 25 st.C i wieje lekki wiaterek. Na lotnisku dopełniamy pierwszych formalności, wypełniając deklaracje meldunkowe. Jak się potem okaże, takie formularze napotykać będziemy na każdym niemal kroku - we wszystkich hotelach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odbieramy bagaż, po czym znajdujemy naszą rezydentkę -p. Kasię. Wymieniamy jeszcze kasę na poczcie lotniskowej, bo tu podobno kurs lepszy, niż w hotelu i ładujemy się do autokaru.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SeszvIDThNI/AAAAAAAAHnc/LFxV5X16LNg/s1600-h/na+ulicy+z+dzieciakiem-1.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SeszvIDThNI/AAAAAAAAHnc/LFxV5X16LNg/s320/na+ulicy+z+dzieciakiem-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326407869003957458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Podczas jazdy p. Kasia roztacza przed nami wizję niezapomnianych wakacji, a my podziwiamy widoki zza okna autokaru. To co nam się rzuca w oczy, to fakt, że Agadir to prężnie rozwijające się miasto. Można powiedzieć, że jest to wielki plac budowy. Wszędzie powstają nowe osiedla i hotele. No i druga sprawa - zasady ruchu drogowego w Maroku, a raczej chyba ich brak. Mieliśmy wrażenie, że panuje zasada, kto pierwszy, ten lepszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęśliwie dotarliśmy pod hotel Riad Karam. I tu pojawił się pierwszy problem. Po długim oczekiwaniu na pokoje (oczywiście uprzyjemnionym marokańską herbatką miętową, tzw. marokańską whisky) okazało się, że w hotelu dostępne są tylko cztery pokoje.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Ses0DaxYBcI/AAAAAAAAHnk/p_bi4Op1Pnk/s1600-h/030.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 217px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/Ses0DaxYBcI/AAAAAAAAHnk/p_bi4Op1Pnk/s320/030.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326408217626412482" /&gt;&lt;/a&gt; Nie muszę mówić, że narzekań współtowarzyszy podróży było bez liku. Tak jakby nie wiedzieli, że tutaj panuje zasada  "Insz Allah" czyli "jak Bóg da" i albo trzeba poczekać, albo zmienić plany. W tym przypadku akurat Bóg nie dał i musieliśmy przenieść się do hotelu Sud Bahia w centrum miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak tylko udało nam się zakwaterować, podążyliśmy nad Wielką Wodę. Po raz pierwszy w życiu patrzyliśmy na ocean. Moje wyobrażenia co do tego typu akwenu były zgoła inne, wzorowane pewnie głównie na amerykańskich filmach. Okazało się jednak, że ocean w Maroku ani nie ma potężnych fal, ani przejrzystej wody, za to wydziela nieprzyjemny zapach zgnilizny. Wrażenia węchowe nie mogły jednak powstrzymać nas przed pierwszą w życiu kąpielą w oceanicznych toniach. Nie powiem - zastanawialiśmy się momentami, czy następnym razem nie wybrać basenu hotelowego, ale człowiek do wszystkiego może się przyzwyczaić i potem już nam nic nie przeszkadzało.&lt;br /&gt;Za to plaża w Agadirze jest naprawdę imponująca - rozległa i szeroka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4230648636942308854-8074540659033862769?l=obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/feeds/8074540659033862769/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4230648636942308854&amp;postID=8074540659033862769&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/8074540659033862769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4230648636942308854/posts/default/8074540659033862769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://obiektywnie-subiektywnie.blogspot.com/2008/09/12-sierpnia-2008.html' title='12 sierpnia 2008'/><author><name>Ellendar i Jenna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01954320482927792041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SL76DJAunYI/AAAAAAAAFZM/ZtnytQJZvQY/S220/images.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_aUDHaTUlqFQ/SeszvIDThNI/AAAAAAAAHnc/LFxV5X16LNg/s72-c/na+ulicy+z+dzieciakiem-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
